Bandy UPA na ziemi horynieckiej 16 – bitwa w Bruśnie Starym

2 września 1945 roku na ziemię lubaczowską przyjechały pułki z 3 Dywizji Piechoty. Wielu żołnierzy z tej dywizji już po wojnie miało raczej nadzieję na wyjście z wojska, niż kolejne walki i narażanie życia. Niestety sytuacja w powiecie lubaczowskim była bardzo nieciekawa i toczyły się tutaj regularne bitwy z partyzantami ukraińskimi. Gdy wjeżdżało się na teren powiatu lubaczowskiego od razu można było poznać, że jest to ziemia niczyja. Wszędzie widać było spiłowane słupy telefoniczne, drogi często były zawalone drzewami, mającymi za zadanie uniemożliwić swobodny przejazd. Po lasach grasowały uzbrojone bandy i napadały na ludność cywilną i wojsko. Ukraińska ludność cywilna, gdy dowiedziała się, że wojsko przyjechało wspomagać akcję przesiedleńczą, odnosiło się bardzo nieufnie. Potęgowało to stan zagrożenia wśród żołnierzy. UPA mając dużą pomoc w zasobach ludzkich wśród miejscowych robiła wszystko, byleby nie dopuścić do wysiedleń, nawet dopuszczano się do karania śmiercią tych Ukraińców, którzy dobrowolnie postanowili wyjechać.

Wysiedlane w dzień wioski były od razu palne w nocy przez UPA, ziemia lubaczowska ciągle się paliła, wojsko nie było w stanie upilnować podpalaczy. Często dochodziło do walk między UPA a wojskiem, taką szczególną bitwą była stoczona przez 7 pułk pod koniec października w Bruśnie Starym. Przemykająca lasami w okolicy Horyńca banda ostrzelała dywizyjny samochód z radiostacją. Stacjonujący w Horyńcu batalion natychmiast  ruszył z odsieczą i dopadł bandziorów w Bruśnie Starym, gdzie ludność została wysiedlona dwa dni wcześniej. Upowcy bronili się w opuszczonych domach zaciekle, rozbić ich pomógł dopiero dywizjon dział samobieżnych z Lubaczowa. Strzelano po kolei w każdy dom, grzebiąc w ich zgliszczach broniących się bandziorów. Próbowali się bronić do nocy, widząc wtedy możliwość ucieczki, nie udało się jednak. Zlikwidowano niemal cała sotnię, zabijając około 100 upowców, przeżyło tylko kilkunastu.

4 grudnia 1945 roku 3 batalion 8 pułku piechoty przechodził z Horyńca do wsi Chmiele pod Brusnem. Wydawało się, że nie było zagrożenia, dlatego dowodzący kapitan Edward Zastocki zwołał oficerów, by udać się do wsi, w celu wyznaczenia miejsc do zakwaterowania poszczególnych kompanii. Gdy grupa oderwała się od kolumny niespodziewanie posypały się strzały z wąwozu. Padł od śmiertelnego postrzału kapitan Zastocki i porucznik Feliks Straszewski, chorąży Franciszek Mateja oraz podporucznik Stanisław Kuźma. Szybko otworzono ogień i dzięki wsparciu działek 45mm przepędzono bandziorów, którzy uciekli wąwozami.

relacja Jan Pokrzywa „Wiele przeszliśmy rzek”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *