Archiwa kategorii: Newsy

170 rocznica powstania Teatru Dworskiego w Horyńcu – szkic

Teatr Dworski w Horyńcu-Zdroju powstał w 1846 roku, wybudował go książę Leander Piotr Poniński, dla swojego syna Ludwika Nikodema. Teraz razem z 40 rocznicą powstania Biesiady Teatralnej w Horyńcu, w cieniu wydarzenia mamy 170 rocznicę postawienia gmachu horynieckiego teatru.

szkic horynieckiego teatru dworskiego

Zaakcentować tę rocznicę postanowiła Katarzyna Rawska, zajmująca się hobbystycznie szkicowaniem. Prowadzi ona fanpage na facebooku: Z ołówkiem przez Podkarpacie i prezentuje tam swoje prace. Najnowsza to mało spotykana forma szkicu: rekonstrukcja historyczna. Możemy zobaczyć jak wyglądał horyniecki teatr dworski z otoczeniem przed wojną. Wytrawne oko dostrzeże dużo różnic w porównaniu z ówczesnym stanem. Szkic był tworzony w oparciu o przedwojenne zdjęcia i relacje.

„Banda” z centrum Horyńca – wspomnienia z lat 90tych dla Bogdana

Każdy mieszkaniec Horyńca staje się cząstką jego historii. Do opisania takiej cząstki naszej miejscowości zainspirowała mnie nagła śmierć mojego kolegi z dzieciństwa: Bogdana. Koniec lat 80tych i początek lat 90tych to okres dzieciństwa gromady dzieciaków mieszkających w centrum Horyńca obejmujących teren od centrum Horyńca z „Leśniczówką” za GOKiem, po Mazurów przed blokami i Gołębiowskich obok boiska. Dzieciaki z tego rejonu zazwyczaj trzymały się razem, tworząc coś w rodzaju bandy. Wymienię nawet imiona tej męskiej części: Adam, Arek, Grzegorz, Grzesiek, Mariusz, Andrzej, Paweł, Marek, Bogdan, Marian, Darek, Krzysiek. Cały Horyniec dzielił się wtedy na takie rejony i bandy dzieciaków, które grasowały na danym terenie. Każda banda miała swoją unikalną historię, swój szczegółowo określony teren i hersztów, którzy byli głównymi pomysłodawcami na spędzanie czasu. Jeszcze do końcówki lat 90tych był to okres, kiedy bawiono się głównie na podwórkach, telewizja czy komputery to była marginalna rozrywka. Wtedy praktycznie cały dzień spędzało się na zewnątrz, nie ważne czy to było lato czy zima. Czytanie takich wspomnień dla dzisiejszych dzieci może się wydawać jakimś kosmosem, niemal powieścią przygodową!

Nasz teren, gdzie się bawiliśmy zamykał się prawie całkowicie w centrum Horyńca włączając park, centrum, sanatorium Metalowiec z parkiem, po bloki i okolicę boiska. W latach 90tych dzieci były niezwykle pomysłowe. Często potrafiły być cały dzień poza domem, bo pożywienie znajdywano w terenie, głównie owoce i orzechy. Gdy była jesień, czy czas dojrzewania truskawek, bandy takie potrafiły ogołocić pola i drzewa z owoców. Zawsze coś było do jedzenia, dzieciaki wspinały się po drzewach jak małpy, żeby zjeść wiśnie, śliwki, jabłka czy gruszki. Często były to drzewa sąsiadów, którym nie odpowiadało to, że kilku dzieciaków wchodzi na drzewo, łamie gałęzie i objada niczym szpaki. Ale jakie dziecko wtedy rozumiało coś takiego jak własność do drzewa? Tylko czasem jacyś nawiedzeni ludzie gonili z pałami i nie wiadomo dlaczego chcieli bić za niewinne zjedzenie paru owoców.

Wtedy też nie przelewało się z pieniędzmi. Ponieważ mieszkaliśmy w centrum, mieliśmy sposoby na to, by zarobić parę groszy. Wielu zbierało wtedy butelki i sprzedawało w sklepie. Wtedy kilka butelek wystarczyło, by urządzić ucztę: więcej do szczęścia nie trzeba było jak frukton i draże. Jeżeli ktoś miał cierpliwość, to mógł zbierać zioła, owoce, a nawet… ślimaki.

Naszym głównym sposobem spędzania czasu był sport. Uprawiało się niemal wszystkie dyscypliny sportowe, w zależności od tego czy były mistrzostwa świata w piłce, czy też olimpiada, albo play off NBA. Mieliśmy w centrum swego terenu boisko szkolne, stąd graliśmy we wszystko co było możliwe: piłka nożna, koszykówka, piłka ręczna, siatkówka, baseball, rugby, tenis, lekkoatletyka. Do tego podchody, eurobiznes, karty, scrabble, kiczka, chowanego, łapanego, budowanie ziemianek, szałasów…

Na naszym terenie była niezwykle aktywna ekipa, wtedy było tysiąc pomysłów na minutę. Dorośli często robili ogniska i bawili się przy nich, my też organizowaliśmy takie nocne zabawy z pieczeniem jabłek i chleba na ogniu. Z jednej strony była zabawa, z drugiej domowe obowiązki. Zdarzały się też okresy kłótni i wojen. Dochodziło wtedy do ostrzałów z daleka przy pomocy pręta, na który nabijało się jabłka i rzucało w przeciwnika 100 metrów dalej. Przy zaogniających się konfliktach dochodziło nawet do obrzucania się kamieniami! Po paru dniach ciszy znów nastawał czas wspólnych gier, zabaw, wypraw w teren. Do takich opisów można dodawać bardziej szczegółowe opisy zwariowanych pomysłów, jak straszenie przechodniów w centrum Horyńca petardami. Kupowało się wtedy małe petardki o długości zapałki, przedłużało lont przy pomocy plastikowego patyczka z lizaka i czekało gdzieś dalej. Gdy akurat obok ktoś szedł i petarda wystrzeliła, śmialiśmy się do rozpuku patrząc jak ludzie odskakują. Ryzykowne było podwędzanie pustych butelek zalanym w sztok żulom w ich melinach. Oni też sprzedawali butelki. Kopaliśmy jakieś dziury w ziemi, nakrywaliśmy je i maskowaliśmy, kryjąc się pod ziemią. To przez filmy „o Wietnamie”. Każdy miał jakieś kolekcje, czy to obrazki z gum turbo, naklejki z kukuruku, kapsle, monety, puszki. Nawet horynieckie żule były bardziej przystępne, grało się z nimi w szachy, czy też warcaby na szachownicach w parku czy też innych miejscach.

To bardzo krótki opis dzieciństwa dzieciaków z centrum Horyńca. W pewnym momencie większość z nas rozjechała się w różne strony kraju i świata. Piaskowe otwarte boisko zasypano i nalepiono wszędzie śmierdzącej gumy, tak pogrzebany został bezpowrotnie krajobraz naszego dzieciństwa… pozostał tylko w naszych wspomnieniach. Jeden z nas niestety już odszedł, mimo iż jesteśmy wszyscy koło 30stki… Bogdan będzie zawsze w naszych wspomnieniach jako ten szczęściarz, który zawsze coś musiał znaleźć i wygrać.

Uzdowisko przed wojną (VI)

W Horyńcu przed wojną od roku 1930 powstało szereg różnych wili, w których mieszkali kuracjusze. Gdy nie było w nich miejsca, szukali oni noclegów u rolników, którzy specjalnie do tych celów przygotowywali pojedyncze pokoje, zarabiając często na tym lepiej niż na swojej pracy na roli. Do najważniejszych willi w Horyńcu należały:

Aleksandrówka – budynek w centrum Horyńca na przeciw kaplicy dworskiej (cerkwi). Obecnie jest przerobiony i poddasze ma przebudowane na piętro. W czasie wojny jak i po służył do celów mieszkalnych i handlowych.

Halina – stała w miejscu gdzie obecnie stoi Hetman. W okresie okupacji sowieckiej służył za obiekt mieszkalny dla rodzin oficerów. Podczas okupacji hitlerowskiej były tu biura administracji lasów. W 1945 roku budynek został spalony przez UPA.

Kalikstówka – stała w mniej więcej w miejscu gdzie jest teraz pensjonat Dukat. W czasie okupacji mieszkały tam rodziny oficerów radzieckich, gdy w 1941 roku wchodzili do Horyńca hitlerowcy, willa została spalona. Właścicielami byli państwo Popiel ze Lwowa.

Willa pod lasem (Biała Willa) – właścicielem była Pani Rastawiecka, nauczycielka ze Lwowa. Wygrała ona na loterii spore pieniądze, które przeznaczyła na zakup ziemi pod lasem, przy drodze do Świdnicy. Wybudowała murowany piętrowy budynek, w którym podczas okupacji mieszkali inżynierowie z rodziną, którzy budowali bunkry z Linii Mołotowa. W 1941 roku gdy hitlerowcy wtargnęli do Horyńca, budynek był opuszczony, zdewastowany i spalony. Po wojnie został rozebrany „na materiał”. Z tej willi kuracjusze byli dowożeni do łazienek autobusem – ciągnionym przez konie.

Lwowianka – piętrowy drewniany budynek, należący do adwokata ze Lwowa, żyda o nazwisku Glajch. Znajdował się między domem obecnych Wilczyńskiego i Żesławskiego. W willi tej na dole był bufet z alkoholem, gdzie sprzedawał żyd Scherer Josek. W okresie okupacji sowieckiej były tu gabinety lekarskie na parterze i mieszkania dla lekarzy na górze. W okresie okupacji hitlerowskiej był opuszczony, a potem w 1946 roku został spalony przez UPA razem z ulicą Zdrojową.

Józefina – ta drewniana willa należała do sióstr Józefiny, Karoliny i Anny Harasymowicz. W czasie okupacji mieściły się tutaj biura Rejonowego Urzędu administracji sowieckiej. W 1946 roku spłonął razem z innymi budynkami na ulicy Zdrojowej po napadzie UPA. Budynek stał w okolicy gdzie teraz stoi dom Hrymaków – obok figurki z Maryją.

Dora – własność żydów Reichlerów, willa stała obok bożnicy żydowskiej, na przeciw dzisiejszej posesji pana Żesławskiego.

Wille z pokojami wynajmowanymi kuracjuszom miało wielu żydów na ulicy Zdrojowej. Dwa większe budynki oprócz żydów mieli też pan Hałan, który był dyrektorem ukraińskiego gimnazjum we Lwowie. Jego willa stała w miejscu gdzie obecnie posesje ma pan Grudowski. W okresie okupacji sowieci mieli w niej sztab wojskowy. Gdy przybyli hitlerowcy, mieszkały tu rodziny policjantów. W 1946 roku spalona została przez UPA.

Żydówka Gołda Salzberg miała dwóch synów w podeszłym wieku. Jej mąż mało przebywał w Horyńcu. Prowadził gdzieś jakieś interesy. Mieszkali u zbiegu drogi z łazienek do ulicy Zdrojowej. Około 1937 roku sprzedali dom wraz z parcelą, a kupił to pan Argasiński z Lubaczowa. Willa ta przetrwała do dziś.

Dużą willę drewnianą miał żyd Baumel Abraham, która stała tuż za budynkiem pana Benedyka. Została spalona w 1946 roku przez UPA.

Willę parterową miał Szymon Szprug, który był żydem, ulokowaną na przeciw zabudowań pana Ważnego. Spłonęła podczas napadu UPA w 1946 roku.

W miejscu gdzie jest obecnie dom pana Piotrowskiego, stała duża piętrowa willa żyda Rainera Berko. Podczas okupacji sowieckiej była zamieszkana przez wojsko, spłonęła w 1946 roku.

Werker Herszko miał willę i wlotu ulicy Krótkiej. Był to murowany budynek, który w czasie okupacji sowieckiej służył za posterunek milicji i siedzibę NKWD. Została spalona przez UPA w 1946 roku, potem częściowo odbudowana i zamieniona na magazyn zboża.

Kenig Ozjasz miał dużą piętrową drewnianą willę ładnie wykończoną. Stała w miejscu gdzie obecnie stoi dom pana Wilczyńskiego. W czasie okupacji sowieckiej mieścił się tam Rejonowy Komitet Partii. W okresie okupacji hitlerowskiej była to siedziba Policji Ukraińskiej i punkt apteczny. Po wyzwoleniu była to siedziba MO w Horyńcu. W 1945 roku został spalony po napadzie band UPA.

Rolnicy, którzy mieszkali w okolicy łazienek często rozbudowywali domy, by móc wynajmować pokoje. Zarabiali oni też na sprzedaży różnych produktów spożywczych.

Uzdowisko przed wojną (III)

Horynieckie łazienki przed wojną były w tym samym miejscu co te wybudowane po wojnie. Obok łazienek, od strony południowo wschodniej stała restauracja-kawiarnia, był to parterowy budynek drewniany z szerokimi werandami wokół, gdzie kuracjusze mogli siedzieć. Koło kawiarni usytuowany był podest dla orkiestry, która grała w sezonie letnim od 10 do 13stej i od 15 do 18stej. Wieczorami orkiestra grała w holu łazienkowym, a kuracjusze bawili się do późnej nocy. Hol, była to duża sala znajdująca się we wschodniej części łazienek. Wysoka była na 5 metrów i szeroka 10 x 10 metrów. Na ścianie sali od płn-wsch strony wisiał ogromny portret Marszałka Józefa Piłsudskiego – w mundurze, wsparty na szabli, przy nim była czapka „maciejówka” z orłem, na stoliku.

Radiowęzeł działał od 7 rano do północy. Usłyszeć tam można było głównie wiadomości i audycje na ciekawe tematy. Między nimi puszczane były piosenki z płyt gramofonowych. Szczególną popularnością cieszył się koncert życzeń. Dla mieszkańców Horyńca radio było niezwykłą atrakcją, bowiem wtedy praktycznie nikt w domu nie miał radia, ludzi nie było też stać na gazety. Dzięki radiowęzłowi można było się dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy ze świata.

Alojzy Bill – przedwojenny dyrektor szkoły

Alojzy Bill był dyrektorem szkoły podstawowej w Horyńcu do 1939 roku, kiedy wybuchła wojnaikona i weszli do Horyńca sowieci. Uczył historii, ale miał szczególne zamiłowanie do muzyki i śpiewu. Tuż przed wojną zorganizował w Horyńcu chór i jeździł z nim do Lwowa, gdzie była siedziba Polskiego Radia i tam nagrywano audycje ze śpiewem horynieckich dzieci. Mieszkańcy Horyńca mogli usłyszeć w radiu swoje pociechy.

Zazwyczaj podczas patriotycznych uroczystości 3 maja i 11 listopada pan Bill był osobą, która recytowała patriotyczne teksty. Najlepiej znał się z leśniczym Drobikiem – obaj biegle mówili po niemiecku, co wnioskując także po nazwiskach mówi, że byli niemieckiego pochodzenia. Żona Alojzego – pani Antonina uczyła geografii i języka polskiego w szkole, mieli oni córkę Barbarę. Mieszkali obok szkoły (obecny budynek biblioteki).

Gdy wkroczyli sowieci do Horyńca, pani Bill pozdejmowała ze ścian obrazy: Piłsudskiego, Śmigłego-Rydza, Godło Polski i kazała zabrać jednemu z uczniów. Obrazy zostały przechowane i w 1990 roku wróciły do Szkoły Podstawowej.

Państwo Billowie obawiając się sowietów, uciekli na stronę niemiecką późną jesienią. Pan Bill wrócił w 1943 roku do Horyńca na jeden dzień, podobno wykopał kosztowności, które ukrył i zniknął. Leśniczy Drobik został zabity przez wycofujące się Polskie Wojsko.

źródło: materiały Marka Janczury

Kapelusz sprzed wojny

kapelusz

Zdjęcie powyżej przedstawia rodzaj kapelusza, jaki nosili mieszkańcy Horyńca przed wojną. Pleciony ze słomy żytniej, opasany otokiem z białej wstążki, zapewne z płótna lnianego. W całej okolicy dominowały takie kapelusze, różniły się kolorami otoku, były czarne lub czerwone. Tego typu kapelusze, plecione ręcznie, noszone były głównie w lecie.

Zdjęcie kapelusza, jest wycięte z fotografii przedstawiającej uroczystość dożynek u Karłowskich przed ich pałacem w Horyńcu.

115 rocznica śmierci o. Placyda Krupińskiego

placyd

W 1863 roku, do Horyńca przybył nowy wikary: Ojciec Placyd Krupiński. Był bardzo lubianą postacią w Horyńcu, lubił działać. 28 września minie 115 rocznica jego śmierci. Oto zbiór informacji jakie można znaleźć na temat tego księdza:

Jedną z ważniejszych rzeczy, jaką zajął się nowy wikary, było wybudowanie małej kamiennej kapliczki w Nowinach Horynieckich, około roku 1868. Była ona kolejno poddawana renowacjom, aż w roku 1896 wybudowano drewnianą kaplicę, krytą gontem, która już w środku miała cudowne źródło, otoczone kutą balustradą. 13 czerwca 1897 roku, w nowej kaplicy, odbyła się pierwsza msza, którą przeprowadził o Placyd.

Zajął się też postawieniem sygnaturki na dachu kościoła i innymi remontami. Następnie zapoczątkował dość niezwykłą inicjatywę: wyremontował pokój nad zakrystią i urządził tam bibliotekę Mikołaja Stadnickiego (był on fundatorem klasztoru). Po konfederacji barskiej, Stadnicki właśnie w tym pokoju się ukrywał. Wystawiono tam: podłogę, sufit, drzwi, okna i urządzono półki na książki. Remont, zapewne zaczął się w 1872 roku. O. Placyd, chętnie zajmował się działaniami na rzecz upiększania kościoła. Urządził specjalną zbiórkę na nowe wyposażenie. Dzięki zebranym funduszom kupiono: 2 nowe feretrony, 24 lichtarze drewniane, 4 lichtarze bakwanowe, 6 sztandarów, 4 chorągwie krzyżowe oraz kanony do ołtarzy w drewnianych złoconych ramkach.

To że kościół Horyniecki wyglądał licho, było spowodowane głównie konfliktem na linii – franciszkanie i właściciel Horyńca – książę Poniński. Nie chciał on za bardzo wywiązywać się z fundacyjnych powinności, stąd ciężar ten przeniósł się na wiernych.

Koło roku 1890, znów przeprowadził zbiórkę i zakupił: 2 wielkie ławy drewniane, aby stały po obu stronach wielkiego ołtarza, dwie figury drewniane, metrowej wysokości, Serca Pana Jezusa i Serca Matki Najświętszej, które ustawiono na ołtarzach św. Franciszka i św. Antoniego, oraz duży wizerunek Pana Jezusa na krzyżu, pięknie rzeźbiony w drzewie, który zawieszono na filarze tęczy naprzeciw ambony.

Ciekawy epizod łączy o. Placyda i pana Antoniego Gudza, znalazcy skarbu z Nowin Horynieckich. 19 lutego 1895 roku Antoni Gudz zmarł. Przedtem zawarł z o. Placydem Krupińskim umowę, że dopiero na jego pogrzebie powie o skarbie i co zostało zrobione dzięki niemu. Na pogrzebie, franciszkanin wygłosił płomienną mowę, zaczynając słowami:

Przyszliśmy tu dzisiaj grzebać wielkiego człowieka, Polaka, choć spod strzechy, zrobił dla was więcej niż niejeden magnat.

Epizod, którego kształtu możemy się tylko domyślać, dotyczył też aspektu znajomości o Placyda i Brata Alberta, który miał mieć nawet w Horyńcu swoją ławkę w kościele:

Brat Albert przychodził na mszę do kościoła w Horyńcu, dlatego też powstał potem szlak Brata Alberta. Akurat w tym czasie żył i służył w Horynieckim klasztorze o. Placyd Krupiński. Śmiało można powiedzieć, że musieli się znać i kontaktować. Być może ostatnie lata życia naszego franciszkanina były naznaczone charyzmatem Brata Alberta i pod jego wpływem ukształtowała się tak niezwykła opinia parafian Horynieckich o tym kapłanie. Ojciec Placyd Krupiński przyszedł do Horyńca w roku, w którym wybuchło Powstanie Styczniowe. Ciekawy zbieg okoliczności.

O. Placyd Krupiński, poświecił się pracy w Horyńcu na 30 lat. Zmarł w klasztorze. Przed śmiercią miał całkowity paraliż ciała. Po jego śmierci, mieszkańcy Horyńca ufundowali mu najbardziej okazały nagrobek na Horynieckim cmentarzu. Do dziś góruje on nad innymi, przypominając o najbardziej niezwykłym Horynieckim duszpasterzu. Szczególnie świadczy o tym inskrypcja na nagrobku:

Tu spoczywa ks. Placyd Krupiński Franciszkanin. Jeden z najgorliwszych kapłanów w całej okolicy. Przepędziwszy 30 lat na niezmordowanej pracy w Horyńcu.

Przeniósł się do wieczności

d. 28/9 1899 r. w wieku życia swego 68.

Niech odpoczywa w pokoju.

Każdy, kto pozna historię tego niezwykłego zakonnika, przede wszystkim powinien też znać miejsce jego spoczynku, by móc go odwiedzić na cmentarzu i zapalić lampkę, która będzie mówić wszystkim przypadkowym przechodniom: Tu spoczywa jeden z najgorliwszych Horynieckich kapłanów w całej okolicy. Horyniec pamięta!

Znaleźć nagrobek można, wchodząc w drugą bramę (pierwsza prowadzi na stary cmentarz Ukraiński). Idziemy kilkadziesiąt kroków i po stronie lewej, wypatrujemy najwyższego krzyża na cmentarzu, który przed 1 listopada 2013, został wyczyszczony i świeci naturalną barwą kamienia.

źródła: kronika klasztoru franciszkanów w Horyńcu i Gazeta Horyniecka

Opinia kuracjusza o Horyńcu

Warto czytać, to co mówią o Horyńcu przyjezdni, jesteśmy miejscowością uzdrowiskową i dobro kuracjuszy powinno być dla nas najważniejsze, w końcu dzięki nim egzystujemy. Gdyby nie oni… mielibyśmy w Horyńcu pustynię. Oto jedna z takich opinii z pobytu w 2013 roku:

Byłam w Horyńcu już drugi raz w KRUS-ie na rehabilitacji prywatnej. Po pobycie byłam po prostu zachwycona, przede wszystkim ludźmi, ich podejściem do kuracjusza, serdecznością i profesjonalizmem. Doceniłam te niepowtarzalne fakty i wróciłam.
Jestem z patriotycznej rodziny, chociaż daleko mi do Horyńca, jednakże te strony bardzo mi odpowiadają, głównie z powodu wyjątkowo życzliwych ludzi, wokół ich spotykałam. Chciałabym tu jeszcze wrócić i myślę, że władzom miasta też powinno zależeć na kuracjuszach i turystach. Miejsce spokojne i wspaniałe jakaś energia. Jednak Proszę władze miasta, aby wzięły pod uwagę nie tylko moje prośby, a mianowicie;
– aby na święcie Pieroga było więcej folkloru, jak wcześniej! Aby nie było tam chińszczyzny, jak w tym roku i nie dominowały stoiska z chińskimi śmierdzącymi torbami i zabawkami plastykowymi dla dzieci (trującymi), aby stworzyć zachętę dla gospodyń, aby chciały..
W tym roku na Święcie Pieroga było dużo zastrzeżeń, nie było gdzie siedzieć, stoiska z pierogami były na samym słońcu itp itd, zresztą władze i organizatorzy nie przyłożyły się, a ludzie to czują i widzą.
Aby to była naprawdę super folklorystyczna impreza, bo naprawdę przyjeżdżają obcy i z daleka i z zagranicy i są spragnieni tej autentyczności, klimatu i to właśnie się liczy. Proszę tego nie zaprzepaścić.
– proszę jeszcze (nie tylko w swoim imieniu ) aby powtórzyć tą piękną kulturalna imprezę w Teatrze, ale również przedłużyć na sierpień, bo wówczas przyjeżdża więcej dorosłych (w lipcu więcej jest dzieci).
– koncerty w Radrużu też mogły by być chociaż jeden w II połowie sierpnia.
Proszę spowodować, aby turyści mogli kupić produkty regionalne i owoce i warzywa bezpośrednio od producentów, a nie jakieś … już pogniecione ze sklepików miejscowych.
– przy jeziorku brak jest jakiegokolwiek punktu żywnościowego, chociażby smażenia ryb (które się reklamuje, że są) przecież tam jest zupełna pustynia, a daleko.. – turyści chcą i by byli zadowoleni jedni i drudzy i by zarobili mieszkańcy.
Nie będę pisała o rozwiązaniach prawnych i innych sanitarnych, pisze, że jest taka potrzeba, ze strony turystów. W niedziele to nie ma gdzie zjeść, bo w jednej knajpie to wesela i inne, a w poniedziałek to.. co zostało po imprezie .. a w drugiej też jakoś..
Proszę pomyśleć o różnych rozwiązaniach dla turystów też i o jakiś możliwościowych poruszania się, jakieś może sezonowe busiki. do ciekawych okolic, nawet kamieniołomów, a takich nie brakuje.
– Proszę o więcej folkloru, bo to wyjątkowa kraina i ludzie i chyba tak szybko się nie zepsują i docenia przyjezdnych, którzy się zachwycają okolicami. Nie będę pisała, np o fakcie gdy do Horyńca (leczy głównie narządy ruchu) przyjeżdża kuracjusz po operacji ortopedycznej i ma skierowanie do sanatorium Bajka i przyjeżdża pociągiem i co, a tu ani żadnej informacji ani taxi, ani…nikogo, a myślę, że władze miasta mają jakąś wyobraźnię i życzę, aby się wyobrazili sytuacje tego kuracjusza.

Pozdrawiam gość

Zmiany na.horyniec.info

Od dziś zaczynamy trochę inną formę prowadzenia strony. Po okresie wyszukiwania nowych informacji, nadszedł czas na absolutnie niezwykłe artykuły. Czasem niektóre informacje mogą się pokrywać z tym co było już publikowane na stronie, ale będą urozmaicane o coś nowego. Gorąco zapraszam do współpracy, przesyłania fotografii i wspomnień związanych z Horyńcem, a także okolicznymi wioskami na adres – horyniecinfo@gmail.com

Ogólnie poszerzony zostanie profil strony do ziemi horynieckiej. Dodatkowo został utworzony profil na facebooku o nazwie: Ziemia Horyniecka Wczoraj i Dziś, oto link: www.facebook.com/ziemiahoryniecka – będą tam umieszczane zdjęcia związane z historią Horyńca, okolicznych wiosek, a także zdjęcia współczesne, które przedstawiać będą miejsca, czy obiekty historyczne nie znane szerzej społeczeństwu Horyńca.

Celem istnienia strony na.horyniec, a także fanpage fb jest budowanie tożsamości horynieckiej. „Amerykańscy naukowcy” odkryli, że tożsamość buduje się na historii. Zgłębianie korzeni swojej ziemi powoduje wzrost dumy ze swego pochodzenia. Naszą przeszłość budowali konkretni ludzie, poznamy ich. Przed nami pasjonujące wakacje z… duchami Horyńca 😉