Archiwa kategorii: Ciekawostki

Kiedy w Horyńcu powstała poczta?

Wydawałoby się, że znalezienie informacji na temat daty powstania poczty w Horyńcu jest praktycznie niemożliwe. Jednakże w przedwojennych gazetach tego typu wydarzenia odnotowywano i w Gazecie Lwowskiej z 4 marca 1872 roku znajdziemy taką oto informację:

Dnia 1 marca 1872 wejdzie w Horyńcu c.k. urząd pocztowy w życie i otrzyma połączenie za pomocą codziennych poczt posłanniczych pieszych do Cieszanowa i napowrót w następującym porządku kursowym: z Horyńca o 7 godz. rano, w Cieszanowie o 11 godz. rano. Z Cieszanowa o 3 godz. 10 m. po poł., w Horyńcu o 7 godz. 10 m. wieczór. Do okręgu doręczenia urzędu pocztowego w Horyńcu należy: Horyniec Wulka horyniecka, Krzywe, Podemszczyzna, Nowiny, Brusno stare, Radruż. Odległość z Horyńca do Cieszanowa wynosi 26/8 mili.

z c.k. galic. dyrekcyi poczt. Lwów, dnia 12 lutego 1872

W tym roku mamy 145 rocznicę istnienia poczty w Horyńcu, warto ten fakt nagłośnić, co właśnie się dzieje 😉 Zapewne pierwszym poczmistrzem (kierownik urzędu pocztowego) w Horyńcu, lub jednym z pierwszych, był Leopold Scheybal, który zmarł w 1873 roku 14 marca i sąd powiatowy w Cieszanowie rozpoczął proces spadkowy. Oto wycinek z Gazety Lwowskiej, dzięki któremu poznajemy nazwisko poczmistrza:

Horynianka – nowe życie horynieckiego strumienia

W przedwojennym informatorze sanatoryjnym możemy znaleźć taką oto wzmiankę:

„Najważniejsze źródło „Róży” mieści się na łące, mającej spad z północnego wschodu na południowy zachód, w odległości 54 metrów od rzeczki Gliniańca, płynącej ze wschodu na zachód. Spad przedłuża się poniżej źródła dochodząc do potoczka Horynianki, odległej o 106 metrów.”

Obecnie nazwę Horynianka większość kojarzy z wodą produkowaną przez Uzdrowisko Horyniec, dokładnie nie wiadomo jakiego rodzaju przesłanki kierowały osobami wymyślającymi nazwę tej wody. Najprawdopodobniej jest to duży skrót żeńskiej nazwy Horyńca, czyli Horyńczanki. Jeżeli nie ma owa nazwa nic wspólnego z klasyczną nazwologią wód zdrojowych (wtedy woda powinna nazywać się Horyńczanka, analogicznie jak Nałęczowianka) to inspiracją dla nazwy wody byłby strumień, który obecnie płynie obok pagóra na którym stoi kościół zdrojowy (pod pagórem są źródła) i dalej bokiem ulicy Zdrojowej, następnie nieopodal Truszy wpada do Gliniańca.

Warto też dodać, że horynieckie źródła nie są roztoczańskie, ani tym bardziej górskie. Horyniec posiada między innymi źródła wody siarczanej dlatego, że jest położony w zapadlisku, czyli tuż przed masywami pagórów Roztocza, które są odległe od centrum Horyńca około 3km na północny-wschód. Sam Horyniec terytorialnie ostrym klinem zahacza tylko o Roztocze w lasach nieopodal Kaplicy na Wodzie nieopodal Nowin Horynieckich.

Historia Horynieckich Dzwonów

W Horyńcu były dwie świątynie, obie miały dzwonnice. O ile historia dzwonów z horynieckiego klasztoru jest znana, to praktycznie nic nie wiemy o dzwonach z kaplicy dworskiej używanej jako cerkiew przez grekokatolików.

Można przyjąć za pewnik, że podobnie jak w przypadku horynieckiego klasztoru, w 1917 roku władze austriackie zarekwirowały dzwony grekokatolikom, zapewne użyto ich potem do wyrabiania armat. W klasztorze dzwony zostały kupione późno, długo po przyjściu do Horyńca o. Figury w 1924 roku. Czytając historię horynieckiej parafii, trafiamy na taką oto informację na temat dzwonów klasztornych:

W r.1924 objął klasztor horyniecki o. Kalikst Figura. Odnosił się on do tutejszej placówki, jak to sam zresztą o sobie wyznał, z dużą niechęcią i dlatego w pierwszych latach swego urzędu nie chciał się zajmować żadną poważniejszą sprawą klasztoru. Dopiero dodała mu bodźca myśl sprawienia dla parafii nowych dzwonów. Miała to być korona jego lat pracy kapłańskich spędzonych w Horyńcu. Zamiar podobał się wiernym, posypały się ofiary. Kupiono w Warszawie stare i piękne dzwony, które przelano we Lwowie u Matheisela na trzy harmoniczne zestrojone. Największy otrzymał imię Franciszek, średni Kalikst a najmniejszy – Antoni.

Następnie przyszła II Wojna Światowa i horynieckie dzwony znów były zagrożone, poniżej znów cytat z historii horynieckiego klasztoru:

W r.1943 władze niemieckie nakazały oddać dzwony kościelne. Wolno było zostawić tylko jeden dzwon, jako alarmowy. Zostawiono wtedy największy, „Franciszek”, a pozostałe dwa zdjęto i miano je odstawić do Lubaczowa. Odstawiono jednak tylko dzwon najmniejszy, „Antoni” i małą sygnaturkę z kaplicy w Nowinach Horynieckich, zaś dzwon średni, „Kalikst”, ukryto w tajemnicy i zakopano wśród budynków gospodarczych.

Co z dzwonami u grekokatolików?
Przypuszczalnie zakupili nowe dzwony tuż po wojnie w 1918 roku, co potwierdza data wybita na dzwonie wiszącym dziś na dzwonnicy od północy. Wygląda on na pomalowany srebrzanką, dziś wyżera się spod niej rdza, zapewne zrobiony jest ze staliwa. Niekoniecznie grekokatolicy w 1918 roku zakupili dzwon, mógł on trafić później na dzwonnicę i być może nie był specjalnie odlewany, tylko kupiony gotowy w ludwisarni we Lwowie, albo Przemyślu.

dzwon 2 dzwon 3

Drugi dzwon ma już inny wygląd, nie był malowany i ma „szlachetną” zieloną śniedź, co oznacza, że zapewne jest zrobiony z brązu. Znaleźć na nim możemy ozdobny wzorek i pieczęć przedstawiającą najprawdopodobniej Józefa z Jezusem. To bardzo rzadki wizerunek, praktycznie nie spotyka się „przybranego” ojca Jezusa. Być może dzwon ten miał imię Józef i był zakupiony przed I Wojną. Być może grekokatolicy go schowali i oddali Austriakom jeden dzwon, który zapewne wyglądał podobnie i miał pieczęć Maryi z Jezusem. Na obecną chwilę nie ma informacji o tym, czy w ogóle te dzwony nawet są z tej dzwonnicy, bowiem równie dobrze mogą to być dzwony z innego miejsca, na przykład nieistniejącej już dziś cerkwi z jakiejś wioski.

dzwon 1 dzwon 4

Głęboka Droga

To określenie kojarzą głównie starsi mieszkańcy Horyńca i okolic. Jedni nazywali głęboką drogą trakt przed tunelem pod torami na Sioło, inni nazywali tak drogę idącą przez Sioło w kierunku starego młyna obok cmentarza. Kiedyś wyglądała ona trochę inaczej niż teraz. Schodziła w pewnym momencie stromo w dół, potem ją wyrównano i zalano asfaltem.

Droga przed tunelem, która po wojnie biegła doliną pod tunel, który wychodzi na Siole, biegła do Horyńca ze Świdnicy. Ostatnia polana w lesie od wschodu drogi, kilkaset metrów od sanatoriów, była kiedyś miejscem, gdzie droga skręcała brzegiem lasu. Tam właśnie w pewnym momencie wjeżdżało się w głęboką na kilka metrów dolinę i wyjeżdżało na wprost tunelu na Sioło. To była skrótowa droga do dojazdu w stronę Miasteczka. Tunelu nie było przed wojną, przejeżdżało się przez tory. Na rozwidleniu tej drogi po drugiej stronie stał kamienny krzyż, którego dziś leżą tylko szczątki, na jego miejscu stoi krzyż metalowy.

Zagadka herbu Stadnickich „Drużyna” nad Kościołem Zdrojowym

Kontrowersyjny i praktycznie nie badany, herb fundacyjny nad wejściem do obecnego Kościoła Zdrojowego (Kaplica Dworska Stadnickich). Dlaczego kontrowersyjny? Bo zapisana jest w nim bardzo ciekawa historia. Powinien też stanowić mały kłopot dla władz Horyńca…

druzyna stadnickich

Heraldyka dokładniej tłumaczy znaczenie dodatkowych elementów herbu jak hełm,  czy uzbrojenie, które są tłem dla niego. My zajmiemy się przesłaniem zapisanym przy samym herbie. Mamy tutaj ciąg wydawałoby się niezrozumiałych liter, stąd osoby czytające go omijają je i wnioskują na pierwszy rzut oka, że tę oto świątynię ufundowali jacyś Stadniccy w 1818 roku. Trzeba zgłębić lokalną historię, by znaleźć znaczenie tych liter:

X.C.P. COM. DE ZMIGROD STADNICCY FUNDATORES

Ostatni właściciel Horyńca ze Stadnickich: Ignacy, który się ożenił z Zofią Poletyłło, zmarł w 1815 roku, tak pisze praktycznie we wszystkich materiałach źródłowych, wygląda na to, że jest to błędna data. Według dociekań historyków (szczególnie Antoniego Stelmacha), Zofia ożeniła się ponownie, z Aleksandrem Ponińskim, ale przed 1795 rokiem! (z ksiąg metrykalnych wynika, że ich syn został ochrzczony w 1795 roku). Być może Zofia rozwiodła się ze Stadnickim? Niektórzy uważają, że Zofia i Ignacy byli bezpotomnym małżeństwem, tymczasem mieli aż trzech synów: Ksawerego, Kaspra i Piotra. Jeżeli spojrzymy na napis na herbie, zobaczymy że jest napisany po łacinie i tutaj wyjaśnia nam się ten skrót: Xsawery, Casper, Petrus – XCP to pierwsze litery imion synów Stadnickich. COM, to skrót od łacińskiego Comes – czyli hrabiowie, DE ZMIGROD oznacza ze Żmigrodu. Całość odczytujemy jako:

Xsawery, Casper, Petrus COMES DE ZMIGROD STADNICCY

FUNDATORES

Ksawery Kasper Piotr hrabiowie ze Żmigrodu Stadniccy

Fundatorzy

Pod napisem „Fundatorzy”, mamy tarczę z herbem Stadnickich: Drużyna, z koroną hrabiowską. Do herbu przypięty jest order Virtuti Militari, którym odznaczony był na pewno Kasper Stadnicki. Warto tutaj nadmienić, że praktycznie wszędzie panuje błędna opinia, że Stadniccy z Horyńca mieli herb Szreniawa, gdy przyjrzymy się dokładniej herbom na kaplicy i w klasztorze, zobaczymy, że wstęga w herbie nie ma krzyżyka, czyli mamy do czynienia z pierwotną „Szreniawą” nazywaną: Drużyna. To powoduje, że jakiś czas temu wymyślony herb gminy Horyniec Zdrój, na którym jest Szreniawa a nie Drużyna, został stworzony na bazie błędu historycznego. To chyba dobry moment, by pomyśleć nad zmianą herbu gminy, zwłaszcza, że Stadniccy niewiele dla Horyńca zrobili, by honorować ich w ten sposób.

Na podstawie herbu widnieje dość dziwny zapis, który jest odczytywany jako data postawienia świątyni: 1818. Tymczasem gdy przyjrzymy się dokładniej tej pseudo dacie, zauważymy, że jedynki wyglądają bardziej jak kotwice. Na ciekawy trop wpadniemy w publikacji opisującej rocznicę XXX Biesiad Teatralnych w Horyńcu. Napisane tam jest, że potomkowie właścicieli Horyńca na pytanie o tę świątynię mówią, że nie powstała ona w 1818 roku, bo to nie jest data. Niestety nie chcą zdradzić, co oznacza ten zapis: kotwica 8 (order) kotwica 8. Można szukać symbolicznego znaczenia kotwicy w religii, będzie to ogólnie oznaczać nadzieję. W heraldyce oznacza pomoc w niebezpieczeństwie. Bardzo ciekawym elementem herbu jest order, najprawdopodobniej Virtuti Militari, którym został odznaczony Kasper Stadnicki.

Greckokatolicka cerkiew w Horyńcu miała stać w okolicy Kaplicy Stadnickich, zapewne obok jedynego ocalałego kamiennego krzyża na zboczu skarpy. Niestety spłonęła w 1812 roku, lub wcześniej i społeczność ruska nie mogła sobie poradzić z budową nowej, którą mieli postawić na księżym placu (okolica obecnej straży pożarnej w Horyńcu). Msze niedzielne dla grekokatolików odbywały się wtedy w horynieckim kościele. W „Słowniku Geograficznym Królestwa Polskiego” odnajdujemy wzmiankę, że współfundatorem interesującej nas świątyni była oprócz hrabiów Stadnickich także gmina horyniecka. To nakazuje przypuszczać, że świątynia miała być też używana przez społeczność grekokatolików, ale miała być też świątynią dla katolików i przede wszystkim miała służyć dworowi. Wskazuje na to wyposażenie, które Karol Notz w swojej wędrówce po ziemi lubaczowskiej przed I Wojną określa: „Wewnątrz wszystko nowe”. Był tam też obraz św. Mikołaja i dwa boczne ołtarze. O Ikonostasie nie ma żadnych wzmianek, zapewne go tam nie było. Według Notza stara cerkiew spłonęła w 1797 roku.

Historia Horyńca – obraz Piłsudskiego

MarsalisPan Ździsław Daraż, napisał kiedyś w Gazecie Horynieckiej, że przed wojną, w reprezentacyjnej sali dancingowej w Horynieckich Łazienkach, wisiał obraz Marszałka Józefa Piłsudskiego. Miał on być symbolem wdzięczności dla Jego osoby, za uratowanie Horyńca w wojnie Polsko – Ukraińskiej. Niestety, gdy do Horyńca wkroczyli sowieci, obraz został pocięty na kawałki szablami, bowiem krasnoarmiejcy nienawidzili Piłsudskiego za powstrzymanie bolszewików w 1920 roku.

Pan Daraż, w lecie 2011 roku apelował, by obraz Piłsudskiego powrócił do Horyńca. Najlepiej w dobrze eksponowanym miejscu. Uważa on, że to eksponat historyczny dla Horyńca. Chyba warto do tego tematu wrócić, przy okazji odkrywania naszych lokalnych bohaterów. Okazuje się, że mamy wiele możliwości społecznych inicjatyw, ale nie chcą one znaleźć ujścia w działaniu… (fot. z pocztówki)

Sanie

sanieZbliża się zima. Kiedyś była ona bardziej ostrzejsza niż dziś. Żeby się wydostać z jakiejkolwiek wioski, trzeba było używać sani. Niektórzy wspominają, jak to w zimie przy trzaskającym mrozie byli dowożeni do szkoły saniami. To dlatego, że śniegu było tak dużo, że nie dało się po nim iść. Jazda saniami w zimie była też niezwykłą zabawą, szczególnie jak jechało się na pasterkę, albo po prostu na kulig. Wtedy do sań przywiązywano sznurek i za nim po kolei na sankach, albo na workach, jechały dzieci. Dawno temu, w szkołach kuligi były podstawową rozrywką, organizowaną przez wychowawców w zimie. Nawiązując do sań na zdjęciu. To fotografia z okolic Horyńca. Ponieważ w gospodarstwach nie ma praktycznie już koni, sanie poszły na złom. To dość niezwykły okaz, idealnie nadający się do skansenu, ma nawet niezwykłe ozdoby na burtach. Tylko czy kiedyś u nas, ktoś będzie chciał ocalić od zapomnienia takie przedmioty jak sanie i inne rzeczy, uważane powszechnie za bezużyteczny złom…

Dąb Pokoju przed klasztorem

dąb pokojuPo zakończeniu pierwszej wojny światowej, odbyła się w Horyńcu podniosła uroczystość przy czynnym udziale klasztoru. W dniu 2 maja 1920r. w święto M. Bożej Królowej Polski – wtedy w tym dni obchodzonym, zorganizowano obchód dziękczynny za przywrócenie wolności Polsce. Po uroczystej Mszy św. odprawionej na dziedzińcu kościelnym i po kazaniu gwardiana, zasadzono przed kościołem pamiątkowe drzewno zwane dębem pokoju. W pierwszej parze „rodziców” znalazł się Aleksander Lewanowicz, zarządca dóbr horynieckich i Zofia Boguszewska, żona dzierżawcy majątku z Krzywego. Sporządzono ozdobny dokument tego faktu w 2 egzemplarzach, który podpisali członkowie komitetu, gwardian i liczni goście. Jeden egzemplarz w zalakowanej flaszce zakopano pod zasadzonym dębem, a drugi przechowano w klasztorze.

Zapewne przetrwał do dziś. Trudno spotkać informacje o tym wydarzeniu w innym miejscu niż kronika klasztorna.

z kroniki klasztoru horynieckiego

Następna pocztówka wysłana z Horyńca

Następna pocztówka i ciekawa treść, która poszła w świat:

Bardzo serdeczne pozdrowienia, ze sanatorium, wraz z wiosennym słoneczkiem, dla kochanej Danusi, Zygmunta, oraz kochanych dzieciaków, przesyła Wiesia

PS. Jestem bardzo zadowolona że tu jestem. Powietrze wspaniałe, dużo lasów, rzeka i jeziorko. Okolica niezbyt atrakcyjna, ale mi to nie przeszkadza. Proszę was, dbajcie o Lucjana, żeby nie był zbyt samotny. Napiszę jeszcze. Pa.