Archiwa kategorii: Cmentarz

Nieszczęśliwy napis na pomniku nagrobnym

Pomnik wzniesiony w 1928 roku, gdzie okazją była 10 rocznica odzyskania niepodległości przez Polskę, dzięki patriotom horynieckim. Podczas wojny, został zniszczony przez Ukraińców. Dopiero w 1969 roku został odbudowany. Problem polega tutaj na tym, że jest to mogiła, a ten pomnik to swoisty nagrobek 7 poległych żołnierzy w wojnie polsko – ukraińskiej.

Należy sobie zadać zasadnicze pytanie, czy można na taki pomnik nagrobny dawać jakiekolwiek tablice pamiątkowe? Następne pytanie, czy danie żołnierzom Wojska Polskiego na nagrobek napisu pochwalnego PRL, jest etyczne? Żołnierze którzy walczyli z Ukraińcami w 1918 roku, gdyby przeżyli, potem brali by udział w walkach z bolszewikami, pod dowództwem Piłsudskiego i mieli udział w zatrzymaniu komunizmu, który chciał zalać Europę. Napis związany z PRLem na tym pomniku nagrobnym, uważam za przykry żart losu. Ludzie którzy o niego zabiegali, walczyli z bolszewikami, ludzie którzy tam leżą, na pewno też brali by udział w tej walce. Nie można patrzeć obojętnie na tę kwestię.

pomnik kuz

Organista o. Placyda Krupińskiego

Kontynuując tematykę cmentarną, warto wspomnieć o zwykłym człowieku, który swoim dodatkowym zajęciem utkwił w pamięci potomnych. Chodzi o kościelnego organistę Stanisława Kornagę. Ciekawostką w jego nagrobku jest to, że wskazuje on duże podobieństwa do nagrobka o. Placyda Krupińskiego, jest tylko trochę mniejszy i ma inny krzyż. Organista ten zmarł rok wcześniej niż horyniecki wikary. Można go nazwać organistą ojca Placyda.

Nazwisko Kornaga przewija się we wspomnieniach żołnierzy, którzy byli w Horyńcu w 1946 roku. Musieli on dzielić swój dom z wojakami, którzy w tym czasie przeczesywali teren w poszukiwaniu band UPA.

organista

Tu spoczywa świętej pamięci Stanisław Kornaga

Organista

żył 46 lat zakończył życie 7/9 1898

Pozostawił po sobie żonę i 5oro dzieci

Prosi o Zdrowaś Maryjo

Karol Stolle – przedwojenny sklepikarz

Ponieważ niewielu ludzi dbało o to, by jak najwięcej historii horynieckiej zapisać, to dziś mamy tylko jej strzępy. Posiłkując się wspomnieniami pana Franciszka Haliniaka, możemy się dowiedzieć, że przed wojną praktycznie wszystkie sklepy w Horyńcu były prowadzone przez Żydów. Jedyny nieżydowski sklep prowadził pan Karol Stolle, możemy przypuszczać że był spolonizowanym Niemcem. Sklep usytuowany był na przeciw domu pana Franciszka Haliniaka. Kupić w nim można było naftę do lampy, pieczywo, cukierki, gwoździe, papierosy, zeszyty, materiały włókiennicze. Głównie te towary były w sklepach Żydowskich, ale pan Stolle miał też słoninę, kiełbasę, skwarki i smalec. Żydzi nie mogą spożywać wieprzowiny, ani jej dotykać, gdyż jest to mięso niekoszerne. Zapewne, dlatego udało się utrzymać na Horynieckim rynku panu Stolle.

Dziś po nim został tylko nagrobek na cmentarzu. Zmarł w 1934 roku, ale nagrobek jest stosunkowo nowy. Zapewne do dziś jakaś jego rodzina istnieje.

stolle

Cześć jego pamięci! – Władysław Tabaczek

Kolejną niezwykłą osobistością, związaną z Horyńcem, jest Władysław Tabaczek. Niektórzy nazywają go „Społecznikiem z Horyńca”, inni niezwykłym nauczycielem, a jeszcze inni kojarzą go z partyzantką. Poznamy dziś część jego historii, trzeba przyznać, że absolutnie niezwykłej.

Urodził się 1910 roku 28 grudnia w Burgau, koło Lubaczowa – dzisiaj ta wioska nazywa się Karolówka. Po ukończeniu szkoły powszechnej, terminował rok u krawca, po czym zaczął naukę w Prywatnym Seminarium Nauczycielskim w Cieszanowie. Po maturze został powołany do wojska, gdzie po zdobyciu stopnia plutonowego podchorążego został przeniesiony do rezerwy. Po praktyce nauczycielskiej w Młodowie, został nauczycielem w jednoklasówce w Nowinach Horynieckich. Tutaj włączył się w życie kulturalne wsi. Mieszkańcy pamiętają go, jako niezwykle prężną osobę i animatora kultury. On też był organizatorem festynu z przedstawieniem teatralnym w Nowinach, kiedy zbierano pieniądze na nową figurę Maryi, do miejsca, gdzie wypływają cudowne źródła. Był trzy lata w Nowinach i przeniósł się do Lipska. Przedtem był na ćwiczeniach wojskowych, gdzie dostał stopień podporucznika. W nowym środowisku także włączył się prężnie w nurt życia kulturalnego, ale wtedy jego działania przerwała wojna. Został wcielony do stacjonującego w Lubaczowie batalionu Strzelców Lwowskich. Po wojennych perturbacjach wrócił w swoje strony. Tutaj w 1941 roku, został zwerbowany do Batalionów Chłopskich. Władysław Tabaczek otrzymał pseudonim „Szurma” i zajął się tworzeniem struktur BCh na terenie gminy Lipsko. Bataliony Chłopskie, jako druga siła militarna w kraju po AK, były bardzo ważnym elementem polskiej konspiracji. Dlatego też w 1943 roku zaczęło się scalanie z AK innych organizacji, by stworzyć jednolitą siłę zbrojną. Władysław Tabaczek stał się wtedy II zastępcą komendanta obwodu tomaszowskiego AK. Taka współpraca w naszym regionie, była bardzo potrzebna, bo uaktywniała się właśnie UPA. Władysław Tabaczek przeżył wtedy też osobisty dramat. Z tego czego można się dowiedzieć od ludzi, to „upowcy” zastrzelili jego narzeczoną i konała w jego ramionach, przyrzekł jej wtedy, że nigdy się nie ożeni. Słowa dotrzymał.

Po skończeniu wojny, musiał znaleźć miejsce dla siebie, trafił w końcu do Horyńca. Tutaj dał się poznać jako społecznik i gorliwy nauczyciel. Zmarł w 2002 roku 2 lutego.

Myśląc, że na jego grobie będzie stos wieńców, a także jakiś „wypasiony” grób, bo przecież to partyzant i bojownik o niepodległość naszego kraju, oraz zasłużony nauczyciel, udałem się na jego grób. Zamiast wiecznej pamięci, zobaczyć można doniczkę z kwiatami, i trochę od dawna wygasłych zniczy. Zapaliłem więc światełko ku jego pamięci i każdego, kto go pamięta, zachęcam do tego samego. Niedługo więcej informacji o tym niezwykłym człowieku.

tabaczek

na podstawie opracowań Franciszka Gajerskiego

Sekret o. Placyda Krupińskiego i Antoniego Gudza

antoni gudz

W 2011 roku, w Gazecie Horynieckiej, ukazał się niezwykle interesujący artykuł pana Mariana Szymańskiego, na temat Skarbu z Nowin Horynieckich. W sierpniu 1879 roku, pasący krowy, Antoni Gudz, dostrzegł nagle w kretowisku jakieś świecidełka. Okazało się, że zakopana była tam spora sakwa ze złotymi monetami. Postanowił pójść ze skarbem do o. Placyda Krupińskiego w Horyńcu. Chciał, by ksiądz poszukał właściciela. Zdumiony franciszkanin co miesiąc przez 10 lat ogłaszał na mszy o skarbie, ale nie znalazł się nikt, kto udowodniłby że to jego zguba. Wtedy postanowił oddać pieniądze Antoniemu. Ale znalazca bał się trzymać takiej sumy w domu, poza tym, miał już niezwykły plan, co z tymi pieniędzmi zrobić. Postanowił przekazać księdzu pieniądze, by za nie ile było tylko możliwe, zrobić coś dla okolicznego społeczeństwa. Ustalili, że ksiądz nie powie od kogo ma pieniądze i systematycznie będzie różne inwestycje wykonywał. Suma 5 tysięcy złotych reńskich wystarczyła na bardzo wiele przedsięwzięć. Wymieniono dach w klasztorze w Horyńcu, a także zapewne z tej puli pieniądze poszły na wymienione w kronice kościelnej, różne elementy wyposażenia. W Nowinach, spróchniały gont z kapliczki Sobieskiego, został zamieniony na blachę. W miejscu mniejszej kapliczki przy źródłach, postawiono większą. Ale największymi inwestycjami, jakie wykonano za te pieniądze, to była budowa szkoły w Nowinach Horynieckich i jak niektórzy mówią, także szkoły w Horyńcu, przy klasztorze.

19 lutego 1895 roku Antoni Gudz zmarł. Przedtem zawarł z o. Placydem Krupińskim umowę, że dopiero na jego pogrzebie powie o skarbie i co zostało zrobione dzięki niemu. Na pogrzebie, franciszkanin wygłosił płomienną mowę, zaczynając słowami:

Przyszliśmy tu dzisiaj grzebać wielkiego człowieka, Polaka, choć spod strzechy, zrobił dla was więcej niż niejeden magnat.

Szkoła w Nowinach, miała stać nieopodal tej późniejszej murowanej, nad skarpą. W całej okolicy nie było takich fundacji. Dzięki temu niezwykłemu człowiekowi, powstało więcej społecznych przedsięwzięć, niż kiedykolwiek W Horyńcu. Taki społecznik pewnie trafia się raz na sto lat. Najbardziej przygnębiające może być to, że dziś praktycznie nikt nie pamięta ani tego niezwykłego franciszkanina, ani Antoniego Gudza. Kilkadziesiąt lat temu w 1968 roku, Jan Gudz z ówczesnym proboszczem, odnaleźli kamienny krzyż nagrobny Antoniego, który już dawno się przewrócił. Postawiono go, ale po jakimś czasie znów się przewrócił. Dopiero w 2007 roku podjęto inicjatywę upamiętniania Antoniego… jakimś cudem nastąpiła pomyłka i na pamiątkowym pomniku znalazło się imię Franciszek zamiast Antoniego, zapewne błędna jest też jego data urodzin, lub śmierci. Mimo to, każdy dziś może pójść na cmentarz i zapalić światełko ku pamięci tego niezwykłego człowieka. Jego pomnik w formie głazu leży kilkadziesiąt kroków za kwaterami dla księży z Horyńca, w stronę starego cmentarza, z taką oto inskrypcją:

Tu Spoczywa Franciszek Gudz

żył lat 74

Fundator Szkoły w Nowinach

Brat Albert, Placyd Krupiński, Powstanie Styczniowe i patriotyzm lokalny

W obecnym 2013 roku, przypada 150 rocznica wybuchu Powstania Styczniowego. Szczególnie wielu regionalnych historyków poszukuje na swoich terenach powstańców, chcąc swojemu społeczeństwu przypomnieć tych patriotów, którzy jeszcze przed wojną byli szanowani i wspominani, ale czasy PRLu niestety były czasem permanentnego niszczenia pamięci narodowej i wielu lokalnych herosów zostało zapomnianych. Obecnie kolejne rocznice narodowych wydarzeń, są okazją do przypominania lokalnych bohaterów. Czy My Horyńczanie mamy takich bohaterów związanych z Powstaniem Styczniowym?

Buszując gdzieś w odpowiednich publikacjach, wyłania się jeden powstaniec, który powinien pochodzić z Horyńca, był nim Ludwik Zwonkowski, urodzony koło 1827 roku w Horyńcu. Nie mamy o nim praktycznie żadnych informacji. Możemy się tylko domyślać, czy może leżeć na Horynieckim cmentarzu. Wiemy na pewno, że działaczem związanym z organizacją powstańczą w naszym powiecie, był Jacenty Gimlewicz z Podemszczyzny. Czynnie wspomagał też powstańców ówczesny właściciel Werchraty, hrabia August Łoś. Organizował on dostawy broni dla powstańców. Na tym kończy się lista osób związanych z Powstaniem Styczniowym na naszej ziemi.

kr

Gdy zaczniemy zgłębiać biografie różnych ludzi związanych z ziemią horyniecką, zobaczymy, że przez długi czas przebywał u nas jeden z bardziej znanych powstańców w kraju. Był nim Albert Chmielowski, późniejszy święty, który na zaproszenie właściciela Werchraty w 1891 roku, założył tam pustelnię. Brat Albert przychodził na mszę do kościoła w Horyńcu, dlatego też powstał szlak Brata Alberta. Akurat w tym czasie żył dobrze nam znany o. Placyd Krupiński. Śmiało można powiedzieć, że musieli się znać i kontaktować. Być może ostatnie lata życia naszego franciszkanina były naznaczone charyzmatem Brata Alberta i pod jego wpływem ukształtowała się tak niezwykła opinia parafian Horynieckich o tym kapłanie. Ojciec Placyd Krupiński przyszedł do Horyńca w roku, w którym wybuchło Powstanie Styczniowe. Powoduje to, że mamy też 150 rocznicę pojawienia się w Horyńcu tego kapłana. Wymienione osoby, Powstanie Styczniowe, powinny dla nas Horyńczan mieć duże patriotyczne znaczenie. Szczególnie 11 listopada, gdy przypada 95 rocznica odzyskania niepodległości przez Polskę. Uroczystość ta przysłania też inną niezwykle ważną rocznicę. W 1673 roku Jan III Sobieski 11 listopada pokonał Turków w Bitwie pod Chocimiem. Wtedy został nazwany też przez Turków Lwem Chocimskim. Było to ważne i prestiżowe zwycięstwo. 340 rocznica tej niezwykłej bitwy gdzieś bokiem jest wypychana, nikt jej nie pamięta, nawet na naszych ziemiach, gdzie pretenduje się do historycznej spuścizny po Sobieskim.

Te wszystkie rocznice i to jak będzie się odbywać w Horyńcu uroczystość 11 listopada, pokazuje smutną prawdę, że nasze społeczeństwo jest na patriotycznym dnie. Pozostaje wirtualna akcja informacyjna, może kiedyś z tego się narodzi jakiś lokalny patriotyzm, wolny od politycznych interesów. Wykorzystywanie patriotyzmu do polityki jest chamstwem. Patriotyzm to indywidualne podejście do otaczającej nas rzeczywistości, gdzie liczy się dobro określonej społeczności, która żyje ze sobą na co dzień.

Nieistniejąca tablica nagrobna Ludwika Gilowskiego

Mamy tutaj coś, co można nazwać niezwykłym historycznym odkryciem z dziejów Horyńca. Udało się bowiem kupić z archiwów państwowych niezwykłą fotografię w wersji cyfrowej w takiej rozdzielczości, że da się odczytać napisy na tym krzyżu. Okazuje się, że jest to grób porucznika Ludwika Gilowskiego.

Na położonej obok pomnika „Kuźniewicza”, zbiorowej mogile, mamy obelisk poświęcony poległym żołnierzom w walkach z UPA w 1946 roku. Na tablicy wymieniony jest też Ludwik Gilowski. Nie było by w tym nic niezwykłego, gdyby nie to, że na tym brzozowym krzyżu z fotografii poniżej, mamy informację, że Ludwik Gilowski zmarł w 1929-tym, rok po tym, jak ze swoim bratem Stanisławem i Ludwikiem Sanderem zainicjowali postawienie pomnika na mogile 7 żołnierzy, którzy zginęli w latach 1918 – 1919 w wojnie Polsko – Ukraińskiej. Czyżby po wojnie zrobiono zbiorową mogiłę na miejscu grobu Ludwika? A może ziemny grób za ogrodzeniem, obok cmentarzyka cholerycznego, to grób Ludwika Gilowskiego? Zapewne taki betonowy pomnik był na rękę władzom ludowym w czasach PRLu, a niezwykła tabliczka na krzyżu, której treść zaraz poznamy, musiała bardzo kuć w oczy obecnych watażków. Tak pięknego tekstu nagrobnego, przesiąkniętego dogłębnie patriotyzmem dotąd nie czytałem:

lgTu spoczywa Świętej Pamięci Porucznik Pierwszego pułku Wojsk Łączności Gilowski Ludwik

Obrońca Lwowa i uczestnik walk polsko-bolszewickich, odznaczony „Orlętami” oraz medalami Polska Swemu Obrońcy i Dziesięciolecia Niepodległości

Urodzony w Uhercach Niezabitowskich pow. Gródek Jagielloński zmarł zaopatrzony św Sakramentami po długich i ciężkich cierpieniach w Horyńcu dnia 13.1.1929r. przeżywszy lat 28

Krocząc zawsze z pogodą ducha po ciernistej drodze życia – padł wyczerpany pracą dla „Tej, co nie zginęła”. Padł jak prawy żołnierz na posterunku. Zgodnie z Jego ostatnią wolą, wyrażoną przed śmiercią, spoczął na wieki w Horyńcu obok wspólnej mogiły poległych „Za Wolność Naszą i Waszą”

Przechodniu, jeśli kroki swe skierujesz do tego zacisznego miejsca – zmów Ojcze Nasz i Zdrowaś Mario! na pomyślność Ojczyzny naszej i za dusze poległych w obronie Niepodległości i granic Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej

Nadleśniczy Nowotny – zostawiajmy jak on, jakiś ślad po sobie

Ten nagrobek, nie jest spektakularny, ale za to wyraża ciekawą ideę. Jest nią opis osoby, który pozwala dziesiątki lat później, takim osobom jak ja, na stworzenie zapomnianej historii. Nie chodzi tutaj o taką historię wysokich lotów, właścicieli ziemskich, czy też postaci historycznych, ale historii zwykłych ludzi. To każdy z nas, szary człowiek, mieszkaniec Horyńca, stanowi element rzeczywistości naszej miejscowości. Obecnie, praktycznie na wszystkich nagrobkach, możemy przeczytać suchy szablon: Tu spoczywa ktoś, kto urodził się wtedy, a zmarł wtedy. Koniec człowieka i pamięci.

Jest bardzo mało nagrobków z dodatkowymi opisami, albo zawierających epitafium. Zazwyczaj na takie kroki zdobywali się tylko bogatsi gospodarze. Może to dlatego, że każda literka więcej na nagrobku kosztowała, i nie było stać ludzi? Dziś już jest inaczej, zostawiajmy po sobie trwalszy ślad! tak jak zrobiła to rodzina horynieckiego leśnika:

Tu spoczywa ś p Jan Nowotny

Nadleśniczy w Horyńcu

* 24 4 1880

+ 26 10 1933

Prosi o Anioł Pański!

nowo