Archiwa kategorii: Ludzie

Szmul Weniger – horyniecki Żyd, który przetrwał holokaust

Na początku II Wojny Światowej w Horyńcu i okolicy mieszkało 456 Żydów. Większość z nich nie przeżyła wojny, bardzo często byli mordowani na miejscu i do dziś leżą w anonimowych miejscach.

Najbardziej znaną historią z czasów wojny związaną z Żydami w Horyńcu, było ukrywanie i ocalenie przez jedną z rodzin horynieckich Szmula Wenigera.

W 1942 roku wtedy 17 letni Szmul Weniger uciekła z obozu pracy w Jaktorowie. Przebył niebezpieczną drogę, ale udało mu się dotrzeć do rodzinnej miejscowości, czyli do Horyńca. Niestety na miejscu okazało się, że jego rodzice zostali wywiezieni do nieznanego miejsca. Weniger postanowił poszukać pomocy u ludzi w okolicznych wioskach, ale miejscowa ludność nastraszona przez Niemców, odmawiała pomocy. W końcu trafił pod dom Jana Wużyńskiego w Wólce Horynieckiej. Mimo sprzeciwu rodziny, Jan urządził w swojej stodole schronienie. Biedny rolnik z czwórką dzieci bezinteresownie pomagał przeżyć Wenigerowi, ukrywał to nawet przed swoją rodziną, tylko jedna córek, 15 letnia Michalina o tym wiedziała i szczególnie ona się nim zajmowała. Podarowała mu też ołówek i papier, by mógł pisać pamiętnik, siedząc całymi dniami w ukryciu. Udało się tak dotrwać Wenigerowi aż do lipca 1944 roku, kiedy to wyzwolono Polskę spod hitlerowskiego jarzma. Niedługo po tym opuścił Wólkę Horyniecką i wyemigrował do Kanady, cały czas utrzymywał kontakt z Wużyńskimi. W 1990 roku przyjechał do Polski i odwiedził Michalinę, która się nim zajmowała i dzięki niej przeżył. Rok później zaprosił ją z mężem w odwiedziny do niego do Kanady.

Józef Burek – przedwojenny komendant policji w Horyńcu

Józef Burek urodził się w 1897 roku w Giedlarowej (okolica Leżajska). Tam spędził swoją młodość, aż do wybuchu I Wojny Światowej. Został wtedy wcielony do wojska austriackiego w 1915 roku. Dwa lata później został przeniesiony do Polskiego Korpusu Posiłkowego, formacji która powstała z przemiany II Brygady Legionów Polskich. Tam pełnił służbę w pułku artylerii ciężkiej do lutego 1918 roku. Żołnierze tych jednostek odmówili złożenia przysięgi na wierność cesarzowi austriackiemu, dlatego też zostali internowani, Józef trafia do Bolechowa, a następnie do Doliny. W trakcie następnych przenosin do Huszt, ucieka i wraca pieszo do Giedlarowej. Tam wchodzi w struktury Polskiej Organizacji Wojskowej i organizuje konspirację, tworząc struktury wojskowe.

Już w listopadzie 1918 roku toczy ze swymi oddziałami pierwsze walki ze stacjonującymi w Leżajsku Austriakami, zakończone sukcesem i rozbrojeniem przeciwnika. Po czym obejmuje funkcję komendanta posterunku Żandarmerii Krajowej w Giedlarowej i następnie Łańcucie. Jednocześnie nadal organizuje oddziały wojskowe. Po wygranej przez Polskę wojnie z bolszewikami, Józef przechodzi do pracy w Policji Państwowej. Od 1928 roku do 1939 pełni funkcję komendanta posterunku policji w Horyńcu. W 1939 roku trafia do sowieckiej niewoli i zostaje uwięziony w Ostaszkowie. W 1940 roku zamordowany w Twerze i pochowany w Miednoje. Jako jeden z tysięcy podobnych mu oficerów, obok Michała Burakowskiego, trafia na Listę Katyńską. Są to jedyne dwie osoby związane z Horyńcem na tej liście.

na podstawie opracowania Janusza Burka

Michał Burakowski – nauczyciel, żołnierz i bohater

Michał Burakowski to dla przeciętnego mieszkańca Horyńca postać anonimowa, żeby nie powiedzieć obca. Tymczasem jest to niezwykle ciekawa i barwna postać, która pozostawiła po sobie wiele wspomnień wśród przedwojennych horyńczan. Był on nauczycielem w Horyńcu, ale także podporucznikiem rezerwy. Dlatego gdy w 1939 roku wybuchła wojna, wyjechał na front, walczyć w Polskiej Armii. Niestety dostał się do niewoli sowieckiej do Kozielska. Zginął w 1940 roku w Katyniu. Nadszedł czas, by ten człowiek wszedł w panteon szanowanych horyńczan i każdy szanujący się horyńczanin znał jego historię.

Gdy na emeryturę poszła Pani Wielkoszewska, w Horyńcu na jej miejsce pojawił się Michał Burakowski. Uczył języka polskiego, ćwiczeń cielesnych, robót ręcznych i języka rosyjskiego. Często zastępował Jadwigę Ciskową. Mieszkał obok szkoły w domu pana Hamarnika. Wynajmowała tam też mieszkanie pani Wawrykowa z mężem (nauczycielka). Michał był średniego wzrostu, miał brązowe krótko przystrzyżone włosy i łysinę czołową.

Ze wspomnień pani Michaliny Wużyńskiej Haliniak możemy się dowiedzieć, jakim nauczycielem był pan Burakowski:

Był bardzo wymagającym nauczycielem, co musiało mieć związek z tym, że był oficerem wojskowym. Jednocześnie był wyrozumiały dla swoich uczniów, bowiem podchodził do każdego, słabszego czy mocniejszego w nauce tak, by zrozumieli to czego uczył. Na lekcjach nie lubił jak się podpowiadało. Na przykładzie wspomnień Michaliny znamy historyjkę, kiedy to podpowiedziała ona swojej koleżance przy pytaniu, gdzie leży na mapie Warszawa. Nauczyciel się zorientował i za karę zostawił je obie po lekcjach. Tam musiały tak dokładnie przestudiować mapę, że nawet po przebudzeniu w nocy pokazywały gdzie co się znajduje. Żeby rodzice nie martwili się, że ich dzieci nie wracają ze szkoły, podawał kartki z wyjaśnieniem.

Jego byli uczniowie wspominają, że Pan Michał miał niezwykłą umiejętność nawiązywania łatwego kontaktu z wychowankami. Wykazywał niezwykłe zadowolenie z samego faktu przebywania z uczniami. Uwielbiał organizować dla młodzieży wycieczki, często wybierali się w okolice Horyńca, na przykład do kamieniołomu w Bruśnie. Jeździł też furmankami z uczniami do Niemirowa, uzdrowiska położonego nieopodal Horyńca. Był też instruktorem w horynieckiej organizacji „Strzelec”. Organizacja miała swą świetlicę, magazyn broni i mundurów „na Bramie” nieopodal pałacu Karłowskich. Gdy Strzelcy mieli ćwiczenia w ostrym strzelaniu na strzelnicy, które prowadził oficer Wojska Polskiego z Lubaczowa, zawsze obecny też był Michał Burakowski.

Michał Burakowski słynął w Horyńcu z postawy patriotycznej. Uwielbiał uroczystości, na które zawsze się odpowiednio ubierał (szczególnie 3 maja i 11 listopada) nosił wtedy swój mundur oficerski: czapkę rogatywkę z galonem i okutym daszkiem, buty z cholewami, spodnie bryczesy, mundur ze sznurem galowym i pas skórzany z koalicyjką.

W 1936 roku gdy zmarł starszy z braci Gilowskich, który mieszkał na terenie za obecnym marketem NIWEX, urządzono pogrzeb z salwami honorowymi dla tego patrioty horynieckiego i oficera Wojska Polskiego. Michał pojawił się na pogrzebie w mundurze z bukietem kwiatów. Gilowski zapewne został pochowany, podobnie jak jego brat, na cmentarzu wojennym w Horyńcu, obok pomnika.

W 1937 roku został przydzielony do 3 Pułku Piechoty Legionów. Już wtedy szeroko komentowano w Horyńcu sytuację polityczną na świecie. W lecie 1938 roku rozmowy były szczególnie zdominowane przez aspekt wojny, oraz działania takich polityków jak: Hitler, Mussolini, a także o sytuacji „bolszewików”. Zbliżały się niespokojne czasy.

Pan Burakowski pracował w szkole horynieckiej do wakacji 1939 roku. Jako oficer musiał ruszyć na front i walczyć w obronie ojczyzny. Niestety dostał się do niewoli sowieckiej i był więziony w obozie koncentracyjnym w Kozielsku.

Do szkoły w Horyńcu przyszedł list od Pana Burakowskiego, przeczytała go uczniom nauczycielka. Był pisany po ukraińsku, ołówkiem chemicznym, ślinionym, by był dobrze czytelny. Pisał do dzieci, by słuchały się rodziców, by się dobrze uczyli. Na końcu zadał pytanie, czy czytali wierszyk „Ptaszki w klatce”? Przeczytano ten wiersz na głos:

Czegoż płaczesz? – staremu mówi czyżyk młody –

Masz teraz lepsze niż w polu wygody.

Tyś w niej zrodzon – rzekł stary – przeto ci wybaczę;

Jam był wolny, dziś w klatce – i dlatego płaczę.

Podano adres zwrotny, uczniowie dużo pisali, ale nie dostali odpowiedzi. Podczas okupacji niemieckiej wydawano prasę polskojęzyczną, to z niej społeczeństwo horynieckie dowiedziało się z wykazów pomordowanych o śmierci Michała Burakowskiego. Był to szok dla społeczeństwa horynieckiego. Na dodatek potem podczas okupacji sowieckiej zabroniono w ogóle wspominać o tragedii Katyńskiej. Dopiero na początku lat 90tych najstarsi mieszkańcy Horyńca zaczęli przypominać sylwetkę tego niezwykłego pedagoga. W 2000 roku na 60 rocznicę mordu Katyńskiego wprawiono w mur Szkoły Podstawowej tablicę pamiątkową, upamiętniająca między innymi Michała Burakowskiego.

Materiały, które posłużyły do opracowania, pochodzą ze zbiorów… Marka Janczury.

115 rocznica śmierci o. Placyda Krupińskiego

placyd

W 1863 roku, do Horyńca przybył nowy wikary: Ojciec Placyd Krupiński. Był bardzo lubianą postacią w Horyńcu, lubił działać. 28 września minie 115 rocznica jego śmierci. Oto zbiór informacji jakie można znaleźć na temat tego księdza:

Jedną z ważniejszych rzeczy, jaką zajął się nowy wikary, było wybudowanie małej kamiennej kapliczki w Nowinach Horynieckich, około roku 1868. Była ona kolejno poddawana renowacjom, aż w roku 1896 wybudowano drewnianą kaplicę, krytą gontem, która już w środku miała cudowne źródło, otoczone kutą balustradą. 13 czerwca 1897 roku, w nowej kaplicy, odbyła się pierwsza msza, którą przeprowadził o Placyd.

Zajął się też postawieniem sygnaturki na dachu kościoła i innymi remontami. Następnie zapoczątkował dość niezwykłą inicjatywę: wyremontował pokój nad zakrystią i urządził tam bibliotekę Mikołaja Stadnickiego (był on fundatorem klasztoru). Po konfederacji barskiej, Stadnicki właśnie w tym pokoju się ukrywał. Wystawiono tam: podłogę, sufit, drzwi, okna i urządzono półki na książki. Remont, zapewne zaczął się w 1872 roku. O. Placyd, chętnie zajmował się działaniami na rzecz upiększania kościoła. Urządził specjalną zbiórkę na nowe wyposażenie. Dzięki zebranym funduszom kupiono: 2 nowe feretrony, 24 lichtarze drewniane, 4 lichtarze bakwanowe, 6 sztandarów, 4 chorągwie krzyżowe oraz kanony do ołtarzy w drewnianych złoconych ramkach.

To że kościół Horyniecki wyglądał licho, było spowodowane głównie konfliktem na linii – franciszkanie i właściciel Horyńca – książę Poniński. Nie chciał on za bardzo wywiązywać się z fundacyjnych powinności, stąd ciężar ten przeniósł się na wiernych.

Koło roku 1890, znów przeprowadził zbiórkę i zakupił: 2 wielkie ławy drewniane, aby stały po obu stronach wielkiego ołtarza, dwie figury drewniane, metrowej wysokości, Serca Pana Jezusa i Serca Matki Najświętszej, które ustawiono na ołtarzach św. Franciszka i św. Antoniego, oraz duży wizerunek Pana Jezusa na krzyżu, pięknie rzeźbiony w drzewie, który zawieszono na filarze tęczy naprzeciw ambony.

Ciekawy epizod łączy o. Placyda i pana Antoniego Gudza, znalazcy skarbu z Nowin Horynieckich. 19 lutego 1895 roku Antoni Gudz zmarł. Przedtem zawarł z o. Placydem Krupińskim umowę, że dopiero na jego pogrzebie powie o skarbie i co zostało zrobione dzięki niemu. Na pogrzebie, franciszkanin wygłosił płomienną mowę, zaczynając słowami:

Przyszliśmy tu dzisiaj grzebać wielkiego człowieka, Polaka, choć spod strzechy, zrobił dla was więcej niż niejeden magnat.

Epizod, którego kształtu możemy się tylko domyślać, dotyczył też aspektu znajomości o Placyda i Brata Alberta, który miał mieć nawet w Horyńcu swoją ławkę w kościele:

Brat Albert przychodził na mszę do kościoła w Horyńcu, dlatego też powstał potem szlak Brata Alberta. Akurat w tym czasie żył i służył w Horynieckim klasztorze o. Placyd Krupiński. Śmiało można powiedzieć, że musieli się znać i kontaktować. Być może ostatnie lata życia naszego franciszkanina były naznaczone charyzmatem Brata Alberta i pod jego wpływem ukształtowała się tak niezwykła opinia parafian Horynieckich o tym kapłanie. Ojciec Placyd Krupiński przyszedł do Horyńca w roku, w którym wybuchło Powstanie Styczniowe. Ciekawy zbieg okoliczności.

O. Placyd Krupiński, poświecił się pracy w Horyńcu na 30 lat. Zmarł w klasztorze. Przed śmiercią miał całkowity paraliż ciała. Po jego śmierci, mieszkańcy Horyńca ufundowali mu najbardziej okazały nagrobek na Horynieckim cmentarzu. Do dziś góruje on nad innymi, przypominając o najbardziej niezwykłym Horynieckim duszpasterzu. Szczególnie świadczy o tym inskrypcja na nagrobku:

Tu spoczywa ks. Placyd Krupiński Franciszkanin. Jeden z najgorliwszych kapłanów w całej okolicy. Przepędziwszy 30 lat na niezmordowanej pracy w Horyńcu.

Przeniósł się do wieczności

d. 28/9 1899 r. w wieku życia swego 68.

Niech odpoczywa w pokoju.

Każdy, kto pozna historię tego niezwykłego zakonnika, przede wszystkim powinien też znać miejsce jego spoczynku, by móc go odwiedzić na cmentarzu i zapalić lampkę, która będzie mówić wszystkim przypadkowym przechodniom: Tu spoczywa jeden z najgorliwszych Horynieckich kapłanów w całej okolicy. Horyniec pamięta!

Znaleźć nagrobek można, wchodząc w drugą bramę (pierwsza prowadzi na stary cmentarz Ukraiński). Idziemy kilkadziesiąt kroków i po stronie lewej, wypatrujemy najwyższego krzyża na cmentarzu, który przed 1 listopada 2013, został wyczyszczony i świeci naturalną barwą kamienia.

źródła: kronika klasztoru franciszkanów w Horyńcu i Gazeta Horyniecka

Janusz Burek – hołd w 5 rocznicę śmierci

Warto ustanawiać lokalnych „wielkich ludzi” – to właśnie oni stanowią o obliczu małych społeczności. Sądzę, że 5 rocznica śmierci Pana Janusza Burka to dobry czas do zastanowienia się, czy nie warto oficjalnie honorować ludzi, którzy zasłużyli się czymś szczególnym dla ziemi horynieckiej. Tytuł honorowego obywatela i miejsce upamiętnienia ze swoistą aleją gwiazd, byłoby piękną formą podziękowań dla tych, którzy zostawili po sobie coś więcej. Pozwolę sobie wskazać jako pierwszą taką osobę: Pana Janusza Burka. Niekwestionowany autorytet, regionalista, pedagog, artysta i człowiek o zacięciu społecznym.

Jako jeden z uczniów Pana Burka, chciałbym przybliżyć postać tej niezwykłej osoby. Do zobrazowania artykułu użyłem fotografii „gwizdniętych” z „naszej klasy” od Rafała.

jb

Dla wielu ludzi z Horyńca, Pan Burek był nauczycielem od „plastyki” i „techniki”, inni kojarzą go jako wybitnego pasjonata regionu i osobę, która zapisała się w wielu projektach: opisy, malarstwo, szkice, projekty graficzne, fotografia. Niektórzy uczniowie mieli zaszczyt być jego wychowankami i uczestniczyć w jego działaniach. Lubił zabierać swoich wychowanków na ciekawe akcje, które miały na celu dbanie o miejsca, które od lat niszczały. Rocznik 1981 pamięta między innymi czyszczenie cmentarza w Nowinach Horynieckich z I Wojny Światowej, oraz prace przy Kaplicy w Nowinach. Ich efekty trwają do dziś… Ślady Pana Janusza Burka można odnaleźć wszędzie na ziemi horynieckiej. Każdy kojarzy etykietę wody Hetmańska, której autorem był Pan Burek. Efekty jego prac renowacyjnych do dziś cieszą oko w terenie. Jego fotografie i szkice zdobi wiele książek i artykułów.

Pan Burek jako wielbiciel regionu, zbierał grupę uczniów i robił wycieczki na Roztocze. W ten sposób zaszczepiając elementy regionalizmu u niektórych. Jego dość oryginalne podejście do życia, do pracy i sama osobowość, była jednym z tych elementów, które mnie nakierowały na regionalizm. W latach 90tych niejako zaszczepiany i potem powoli rozwijający się. Teraz swoimi działaniami, też chciałbym wpływać na innych, by zaczęli zgłębiać historię, oraz inne aspekty związane z naszym regionem. Szczególnym hołdem dla Pana Janusza Burka, jest też moje tegoroczne przedsięwzięcie, czyli odnowa kapliczki w centrum Horyńca. Tę pracę dedykuję właśnie jemu. (Grzegorz Ciećka)

Aby przeczytać biografię Pana Burka autorstwa Janusza Mazura: Czytaj dalej

Poeta Józef Furgała

Józef Furgała jest znany wszystkim mieszkańcom Horyńca (tym horynieckim). To nasz lokalny poeta, który ma na swoim koncie wydane tomiki wierszy. Prezentuje często swoją twórczość kuracjuszom sanatoryjnym, a także wyjeżdża na różnorodne spotkania poetyckie. Jego postać, a także twórczość, będziemy zgłębiać na tej stronie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Moje wspomnienia związane z Markiem Janczurą

22 stycznia Pan Marek Janczura ze swoimi strzelcami miał się udać na Kobylankę, przy sprzyjających warunkach także miałem się tam pojawić z Panem Bronisławem. Miał to być pewien ciąg zapoczątkowany 13 grudnia 2013 roku. Snułem plany wielkiej reaktywacji lokalnego patriotyzmu i uświadamiania społeczeństwa, odnośnie lokalnej historii. Chciałem też zapoczątkować akcję oczyszczania i renowacji cmentarza wojennego w Nowinach, nawet podjęte są już kroki ku temu. Tymczasem w dniu kiedy miałem się już umawiać, wszystko runęło. Co teraz? Co z okrągłymi rocznicami historycznymi? 100 lat od wybuchu Pierwszej Wojny Światowej, 70 lat po mordach UPA na naszej ziemi, 570 lat istnienia Horyńca…

Jeżeli nie znajdzie się godny następca, obchody na ziemi Horynieckiej będą mizerniejsze niż kiedykolwiek. Do tego wiele innych bardziej prywatnych planów, które znacząco wzbogaciłyby naszą historię, a także życie społeczne. Odszedł człowiek, który był depozytem niezwykłej wiedzy i zacięcia społecznego. Jego chwila słabości, która w tym roku mogłaby zostać przezwyciężona i dużo namieszać w naszym regionie, niespodziewanie ścięła kosą człowieka i zabrała daleko stąd.

marekDotąd w to nie wierzę, mam wrażenie, że może się okazać, że to co wszyscy wokół mówią, to pomyłka. Ale jakoś nikt tego nie chce dementować… i niestety nie zdementuje.

Pamiętam jeszcze dość dokładnie, jak Pan Marek pojawił się w Horyńcu. Historii uczyła wtedy Pani Dyś, ale prawdę mówiąc, nie szło jej to zbyt dobrze, jak sam mówiła, rozminęła się z powołaniem. Opowiadała, że miała być tancerką, ale musiała zostać nauczycielką. W ósmej klasie podstawówki (rocznik 81) przejął nas młody nauczyciel z Oleszyc. Wpadł do klasy (o ile pamiętam, na pierwszym piętrze pierwsza klasa od wschodu) przedstawił się, wspominając o tym, że dla niego najciekawszym okresem historii była II Wojna Światowa, która właśnie była „na tablicy”. Wspominał też, że w szkole przezywali go „Jaszczur”, ale my tak nie powinniśmy do niego mówić. W ogóle to chyba była jego pierwsza lekcja w naszej szkole, albo jedna z pierwszych. Pamiętam też klimat klasy lat 90tych. Niewygodne ławki, stare meble, stare wysłużone mapy. Przy takiej jednej ze starych map, zaczęła się dla mnie jedna z najbarwniejszych lekcji jaką pamiętam. Pan Marek, niczym telewizyjny Wołoszański, snuł opowieść związaną z wojną. Było to tak drastycznie inne od tego co mieliśmy wcześniej i tak nasiąknięte pasją, że aż hipnotyzowało. Nie wiem jak było z moimi kolegami, ale tak zafascynowała mnie historia, że dostałem 5 na koniec roku, a w szkole średniej zdawałem starym systemem maturę z historii, osiągając z łatwością dobry wynik. Jeszcze na początku ósmej klasy, nigdy bym nie powiedział, że historia to coś, na co warto zwracać uwagę. Pan Marek zmienił moje zdanie diametralnie. Na tyle skutecznie weszło mi to w krew, że po ukończeniu nauki, nie mając już natłoku zajęć szkolnych, naturalnie zacząłem zgłębiać niuanse historii. W pewnym momencie zainteresowania zaczęły się zawężać do historii regionalnej, by w końcu przerodzić się w kolekcjonerstwo i szczegółowe zgłębianie luk historii, szczególnie ziemi horynieckiej. W niektórych aspektach mogłem spokojnie podejmować polemikę z Panem Markiem, ale nadal w wielu aspektach czuję się niezwykle malutki. Między innymi dlatego też czuję smutek. Odszedł człowiek, który zabrał ze sobą niezwykły bagaż pokrewnej mi osobowości pod kątem pasji i sposobu patrzenia na świat. Wiedzę da się z czasem jakoś nadrobić, choć pewnie niektóre rzeczy przepadły. Ale wiele cenniejsze jest coś innego. Tym czymś jest samo – poczucie obecności i odbieranie świata. Nie wiem, jaka była by moja droga, gdyby Pan Marek pojawił się wcześniej w Horyńcu. Jestem świadomy, że ominęło mnie i moją klasę szereg niezwykłych chwil. Byliśmy pierwszą klasą jaką uczył i tylko niecały rok szkolny.

Potem nastał czas nauki w innych miejscach, rozłąka z Horyńcem i rok w wojsku. Patrzyłem potem z oddali, jak Pan Marek zaczyna formować Strzelca w Horyńcu. Po służbie w wojsku, patrzyłem na to trochę jak na zabawę, ale bardzo potrzebną i kształtującą osobowość adeptów.

Gdy zadomowiłem się już na dobre w Horyńcu, z kolegami penetrowaliśmy teren, na swój sposób podobnie jak Pan Marek ze Strzelcami. Moje drogi powoli zaczęły się znów zazębiać z Panem Markiem, ale jednocześnie słyszałem o jego kłopotach. Cóż, życie się różnie układa. Już snuliśmy plany przeczesywania pewnych miejsc… sądziłem, że na tę wiosnę czeka Horyniec wiele niezwykłych odkryć. Chciałem tym razem namówić Pana Marka do występu na Festiwalu Folkowisko, jako regionalista, który opowiadałby niezwykłe historie turystom, bo w 2013 roku mi się wymigał. No cóż, zarówno jak Pan Burek, tak i Pan Marek, odeszli za wcześnie. Mamy teraz w Horyńcu wielką dziurę.

Dziś udostępniając na swoim Facebooku status sprzed 5 miesięcy Pana Marka, o brzmieniu:

mnie nie ma,,,,,,,,,,,,

Pani Anna odpowiedziała:

Nie MARKU!!! JESTEŚ!!!jeszcze bardziej niż kiedykolwiek

To chyba sedno tego, co chciałem napisać. Jeżeli ktoś odchodzi, wtedy dopiero odczuwamy jego obecność, ale tylko w jednym przypadku, jeżeli znajdą się ludzie i miejsce, gdzie tę pamięć będzie można kultywować. W tym roku dokończę inicjatywy i zrealizuję plany, które będą jednocześnie dziełem ku Jego pamięci.

uczeń Grzegorz

Krzywy Stefan

Krzywy Stefan, nazywany także Kulawym Stefanem, był jednym z tych ludzi związanymi z Horynieckimi Łazienkami, który zapadł najbardziej w pamięć i miejscowym i kuracjuszom. Jednym z powodów tej sławy, była specyficzna kula, przymocowana do nogi. Przypięta dwoma skórzanymi pasami, na zgiętym kolanie, pozwalała mu chodzić i pracować. Na zdjęciu, razem z pomocnikiem, Stefan miesza borowinę.

krzywy stefan

Zginęli z rąk UPA w Horyńcu

Mamy tutaj wycinek z pisma „Na Rubieży”, gdzie są dane na temat poległych mieszkańców Horyńca z rąk UPA. W pierwszej części, mamy wstęp i informację o pomordowanych Żydach.

upa hor 1 czesc

Druga część, wymienia mieszkańców Horyńca, którzy zostali pomordowani przez bandy UPA. Są też wymienieni żołnierze LWP, którzy czyścili te tereny z bojówek upowskich i polegli w walce. Są niestety tutaj nieścisłości. Do tego grona zaliczeni byli bracia Gilowscy, ale oni umarli jeszcze przed wojną. Włączono ich w poczet ofiar UPA dlatego, że na ich miejscach pochówku, pochowano kilku żołnierzy. Sprawa będzie kontynuowana. Każdy kto może coś napisać o tych co zostali zamordowani, niech pisze w komentarzach. Warto zadbać o pamięć.

upa hor 2 czesc