Archiwa kategorii: Ludzie

Bracia Gilowscy – horynieccy bohaterowie

Warto rozpocząć działania związane z odkopywaniem historii przedwojennej, nawet ku niezadowoleniu tych, co kiedyś chcieli ją zatrzeć, za czasów tak zwanej komuny. Takimi osobistościami, które chciano wytrzeć z pamięci Horyńca, byli bracia Gilowscy. Ludwik i Stanisław, byli żołnierzami, którzy brali udział w wojnie polsko – bolszewickiej. Między innymi, ich staraniem powstał pomnik na mogile żołnierzy zmarłych w wojnie polsko – ukraińskiej. Wiemy na pewno, że Ludwik zmarł w 1929 roku, i na jego życzenie, spoczął nieopodal pomnika poległych o który walczył. Pojawiają się informacje, że zmarł na gruźlicę, której się nabawił w wojsku, zapewne jego brat także zmarł na gruźlicę i spoczął obok.

Niestety, w 1946 roku, gdy LWP w tym rejonie czyściło teren z band UPA, polegli wtedy żołnierze, zostali pochowani na miejscu braci Gilowskich. Można przypuszczać, że brzozowe krzyże braci nie przetrwały wojny, szczególnie działań UPA. Dlatego też uznano, że można tutaj zrobić zbiorową mogiłę. Wkopano cztery ciała szeregowców i postawiono kamienną mogiłę, ozdobioną obeliskiem z krzyżem wojskowym. Tym zabiegiem spowodowano, że dziś WSZYSCY (o zgrozo) uważają, że bracia Gilowscy byli żołnierzami Ludowego Wojska Polskiego, krótko mówiąc – komunistami… osobiście uważam, że jest to skandaliczne. Zazwyczaj szeregowcy nie mieli wyboru, zwłaszcza jak przyszli z Armią Berlinga z Sybiru, byli zwykłymi ludźmi. Natomiast kadra oficerka w Ludowym Wojsku Polskim musiała już odznaczać się pewnymi cechami światopoglądowymi, nakierowanymi na socjalizm. Wrzucenie braci Gilowskich do mogiły poległych w 1946 roku, jest dziejowym przestępstwem dla ich dusz. Nie powinniśmy tutaj myśleć o naszych poglądach, czy ogólnemu widzi mi się. Powinniśmy pomyśleć – czy ci dwaj bohaterowie, chcieli by być uważani za żołnierzy LWP??? Żołnierze, którzy walczyli z bolszewikami, którzy odeszli przedwcześnie, teraz leżą w mogile, gdzie napis głosi, jakoby byli żołnierzami w służbie tym, przeciw którym przelali krew.

Poniżej zdjęcie z poświęcenia pomnika w 1928 roku, istnieje możliwość, że Ci dwaj oficerowie w tle, to bracia Gilowscy.

gilowscy

Dawid Kenig i Ludwik Koenig

Dawid Kenig, był w Horyńcu przed wojną religijnym zwierzchnikiem Żydów. W horynieckiej bożnicy przewodził podczas modłów. Zasiadł on też w Horynieckiej Gminnej Radzie. W Horyńcu było też wielu innych Żydów o tym nazwisku.

W podobnym okresie, w Horyńcu był młody wiakry, o nazwisku niemal identycznym jak Dawid, nazywał się o. Ludwik Koenig. Ciekawa zbieżność nazwisk, dla duchownych tak różnych obrządków religijnych.

O. Ludwik zasłynął w Horyńcu tym, że podźwignął w lutym 1920 roku, czytelnie z wojennego upadku, pilnie współpracował z nauczycielstwem i z Gminą. Nauczycielstwo nadzorowało prace czytelni, a te natomiast skutecznie rozpowszechniały łatwiejsze i poczytniejsze książki. Owocem tej współpracy była uroczystość patriotyczna połączona z zasadzeniem pamiątkowego dębu przed kościołem.

Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata – także w Horyńcu

medalTym niezwykłym medalem odznaczani są ci, którzy z narażeniem swojego życia, ratowali podczas wojny Żydów. Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu Jad Washem – w 1993 roku nadał takie odznaczenie Janowi Wużyńskiemu, a trzy lata później Michalinie Haliniak (z domu Wużyńska). Rodzina Wużyńskich uratowała horynieckiego Żyda: Mojsia Wenigera. Franciszek Haliniak tak wspomina tę rodzinę i okoliczności ratowania Mojsia.

Baruch Weniger z liczną rodziną mieszkał blisko, w odległości ok. 300 metrów od kościoła na Miasteczku (obecnie ulica Wojska Polskiego). Wenigerowie żyli biednie, mieli drewniany, parterowy dom. Najmłodszy syn Wenigera Mendel chodził ze mną do szkoły. Najstarszy syn Wenigera Mojsio, który w 1939 roku miał około 25 lat, przechował się cały okres okupacji hitlerowskiej, dzięki pomocy rodziny Wużyńskich, która to rodzina zapewniała mu warunki do przetrwania. Po 1945 roku Mojsio Weniger wyjechał do Kanady, skąd przyjechał, aby podziękować, szczególnie Michalinie Haliniak z domu Wużyńska, która najbardziej przyczyniła się do uratowania mu życia. Mojsio zmarł w Kanadzie, a do Horyńca przyjeżdżali jego synowie, zobaczyć miejsca, gdzie ukrywał się i przeżył ich ojciec. Michalina Haliniak otrzymała medal „Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata”.

TUTAJ link do listy odznaczonych.

Dwóch artystów i mała galeria sztuki

grafika uzdr

Duszą danych miejscowości, są artyści. To oni, potrafią natchnąć czymś niezwykłym, dane miejsce. Ich twórczość, a przede wszystkim sama osoba, wpływa na miejscowość swoim subtelnym oddechem zachwytu. Takimi dwoma artystami, których można wymienić razem, są Roman Mucha i Czesław Kosik. Roman Mucha to grafik, posługujący się: rysunkami, linorytami, drzeworytami, miedziorytami i akwafortami. Artysta uznany, będący wręcz piewcą piękna Roztocza i okolic. Jego dzieła obejmują cerkwie, kościoły, kapliczki i wiele innych rzeczy. Bardzo ciekawą inicjatywą, było stworzenie grafiki Uzdrowiska Horyniec, z której powstała kartka pocztowa. Pan Roman, w ten sposób przechodzi do historii Horyńca, jak przedwojenni artyści. Jego prace, są wyeksponowane, w kawiarni Uzdrowiska Horyniec i można je tam też nabyć. W ciepłe dni, pojawia się on też z wystawą swoich grafik, na przeciw CRR KRUS. Taka grafika, na ścianie horynieckiego salonu, to oznaka smaku.

ckDrugim artystą, który związał się z Horyńcem, jest Pan Czesław Kosik. Jest on członkiem Towarzystwa Sztuk Pięknych w  Lublinie. Przyjeżdża od kilkunastu lat do Horynieckiego Uzdrowiska, nawet dwa razy rocznie. Horyniec, bardzo odmienny od innych uzdrowisk, zafascynował go swoją naturalnością i spokojem. Tutaj, nabierał weny do twórczości. Jego dzieła są przepełnione sielanką. Niezwykła umiejętność dobierania kolorów, sprawia, że spoglądanie na jego obrazy, wprawia w dobry nastrój. Nie ma się co dziwić, przelewa on swój stan na płótno. A ten stan, powodowany jest właśnie przez spokój, jaki niesie Horyniec. W tym samym miejscu, co prace Pana Romana Muchy, znajdują się też prace Pana Czesława Kosika. Można je tam oglądać, i oczywiście kupić. Dzięki tym dwóm artystom, Horyniec ma swoją małą galerię sztuki w Uzdrowisku.

Edward Wójcik – bokser z Pogoni Lwów

Poniżej jeden z artykułów Pana Jana Artymowicza, który zrobił kiedyś wywiad z Edwardem Wójcikiem, zamieszkałym w Werchracie. W przeszłości, był bokserem Pogoni Lwów. Od kilku lat Pan Edward już nie żyje, więc warto poznać tę jedną z wielu zapomnianych historii ludzi z naszej ziemi. Można kliknąć obrazek poniżej, a wyświetli się w większej rozdzielczości.

jan artymowicz

Franciszek Haliniak

Major pożarnictwa w stanie spoczynku Franciszek Haliniak urodzony 2 sierpnia 1927 r. w Horyńcu, gdzie się wychował i mieszkał do końca. Syn Józefa, miał dwóch braci. Ukończył szkołę podstawową w Horyńcu oraz Liceum Ogólnokształcące w Lubaczowie. Po zakończeniu służby wojskowej w 1952 r. rozpoczął pracę w Komendzie Powiatowej Straży Pożarnej w Lubaczowie. Po niedługim stażu skierowany został do Szkoły Oficerów Pożarnictwa w Warszawie. Jako absolwent S O P w 1956 roku został powołany na stanowisko Komendanta Powiatowego Straży Pożarnej w Lubaczowie. Funkcję tą pełnił aż do 1989 roku, gdy odszedł na emeryturę. źródło

Franciszek Haliniak był też nieocenionym źródłem informacji historycznych związanych z ziemią Horyniecką. Dzięki jego wspomnieniom znamy dokładnie losy żydów Horynieckich. Ta żywa książka historyczna niestety została „zamknięta przez czas”. Dzięki pasjonatom regionu i uczniom, udało się zachować sporo ciekawych elementów historii Horyńca.

Jaki ojciec, taki syn – czyli tajemnice Ponińskich

ponińskiAdam Poniński, był żonaty z Józefą Lubomirską, pochodzącą z jednego najpotężniejszych polskich rodów książęcych. Sam Poniński zdobył tytuł książęcy po pierwszym rozbiorze Polski, do którego się walnie przyczynił. Na obrazku obok widzimy wycinek z obrazu Jana Matejki – Rejtan – upadek Polski, na którym postać w czerwonej szacie (Poniński) z wyciągniętą ręką, wskazuje Rejtanowi na żołnierzy Rosyjskich. Adam Poniński, jako marszałek sejmu podpisuje I Rozbiór Polski. Od tego momentu staje się coraz potężniejszą i zamożniejszą osobistością. Niedługo po rozbiorze staje się przeorem przeoratu polskiego zakonu kawalerów maltańskich. Parę lat później został masonem stopnia Chevalier de l’Orient et du Bouclier d’Or w loży Parfait Silence (źródło).

Tymczasem jego syn, Aleksander Poniński… żeni się z wdową (ewentualne rozwódką) po właścicielu Horyńca Ignacym Stadnickim – hrabianką Zofią Poletyłło. Aleksander jest księciem i kawalerem Maltańskim. Żeby jeszcze iść śladami ojca, bierze udział w Konfederacji grodzieńskiej i przyczynia się jako poseł do II Rozbioru Polski. O masońskich ciągotkach Aleksandra nie ma źródeł pisanych, zapewne nie bawił się w tego typu towarzyskie spędzanie czasu.

Syn Aleksandra – Leander, już nie zapisuje się w historii Polski i linia ta słabnie wpływami politycznymi, ale wcześniejsi przodkowie zdołali się zapisać bardzo wyraźnie w historii Horyńca do tego stopnia, że wielu ludzi spoza Horyńca uważa nawet Horyńczan za jakiś zdradziecki gatunek obywatelski.

Ostatni żyjący kamieniarz bruśnieński

Mimo iż Mieczysław Zaborniak nie mieszka w Horyńcu, a w Polance Horynieckiej, to dla całej ziemi horynieckiej jest postacią bardzo ważną. Jest on obecnie jedyną osobistością, która mieszka w cieniu Góry Brusno i która ma związek z ludowym kamieniarstwem artystycznym, które jest uważane za jedną z największych atrakcji nie tylko naszej ziemi, ale i Roztocza. Śmiało można tutaj przywołać piewcę niezwykłości kamieniarki bruśnieńskiej, ś.p. Pana Janusza Burka, który bywa uważany za inicjatora innego spojrzenia na twórczość naszego regionalnego rzemiosła. Także ogromne zasługi mają pracownicy Muzeum Kresów w Lubaczowie. Prywatnie dodam do tego grona jeszcze pana Leona Ważnego, niestrudzonego pasjonata inicjującego ratowanie połamanych figur kamiennych. Otoczka ta jest jeszcze bardziej rozbudowana, ale centralną postacią jest niepozorny człowiek, dzięki któremu wielu badaczy zdobyło zapewne w ostatniej chwili bardzo cenne informacje związane z technologią łamania kamienia i istoty rzemiosła bruśnieńskiego, które powstawało na bazie samouctwa. Wiele takich informacji można znaleźć w opracowaniu Stefana Lwa w „Rocznikach Przemyskich” z 1967 roku.

http://hf.org.pl/ao/index.php?id=1638

Sam Mieczysław Zaborniak, jak zdradza w rozmowach, zajął się po wojnie kamieniarką z dwóch powodów. Po pierwsze miał do tego predyspozycje, zauważył, że mu to wychodzi, po drugie, czasy były ciężkie i trzeba było jakoś zarabiać. Nie kończył żadnej szkoły, nie miał mistrza, po prostu był samoukiem. To jest właśnie istota kamieniarki bruśnieńskiej nurtu ludowego (w który najsławniejszy kamieniarz bruśnieński – Grzegorz Kuźniewicz już niekoniecznie się mieści). Samouk tworzy coś wybitnie oryginalnego, nieopartego na kanonie i szablonie szkolnym. To właśnie powoduje, że kamieniarka bruśnieńska nabiera całkowicie innego wyrazu i staje się rzemiosłem ludowym. Na ziemi horynieckiej niestety nie mamy zachowanych jakichś szczególnych objawów rzemiosła ludowego, ani nawet folkloru, wzornictwa, czy nawet kuchni. Wszystko się nam rozmyło i wymaga ponownego odkrycia. Tym bardziej kamieniarstwo wyrasta na coś wybitnie ważnego dla naszej rodzimej kultury. Jest to tak wyraźny objaw kulturalny, że szczyci się nim powiat lubaczowski, a według niektórych, kamienne krzyże przydrożne, czy te cmentarne, to symbol Roztocza. Pasjonaci cmentarzy, potrafią nawet te nasze leśne nekropolie gloryfikować mianem unikalnych na skalę europejską.

Tym bardziej w takim świetle Mieczysław Zaborniak rośnie, jako postać niezwykła. Jego dzieła są na wielu czynnych, a także już zamkniętych cmentarzach. Są to też krzyże przydrożne, czy pomnikowe. Jest on bohaterem wielu artykułów i opracowań. Wielu ludzi traktuje go jak niespotykaną postać historyczną. On jest też ostatnią możliwością na bezpośrednie zetknięcie się z żywą historią regionu. Po nim już nie będzie kamieniarzy bruśnieńskich. Litość kamienia z góry Brusno została naruszona przez detonacje w kamieniołomie, a także nie ma już styczności z kamieniarzami Ukraińskimi, którzy tworzyli trzon kamieniarstwa bruśnieńskiego.

Zdun z Horyńca

zdun

Już wymierający zawód, jakim był zdun, czyli osoba budująca piece pokojowe i kuchenne, ma swojego znanego przedstawiciela w Horyńcu, jest nim Kazimierz  Hejnowicz. Gablotkę z pamiątkami zduńskimi oglądać można na ulicy Zdrojowej niedaleko miejsca gdzie kiedyś stała bożnica.

Poniżej przykładowy piec, jaki wykonał pan Hejnowicz. W naszym regionie najpopularniejsze kafle były z kaflarni Szówsko. Przykład tego pieca jest bardzo ciekawy, bowiem spełniał on nie tylko funkcje kuchenne, ale jak widać na drugim zdjęciu, w pokoju obok pełnił funkcje grzewcze.