Archiwa kategorii: Przestrzeń architektoniczna

A miał być szpital…

szpit

Pod koniec PRLu, głównie dzięki sławnemu w Horyńcu lekarzowi, Kazimierzowi Tkaczowi, powstała idea wybudowania małego szpitala. Wszystko zostało załatwione, prace ruszyły i dość szybko, w miejscu gdzie były ogródki, przy Ośrodku Zdrowia, powstały dwa duże budynki. Pierwszy miał być gmachem szpitalnym, drugim miały być mieszkania dla lekarzy. W pewnym momencie, nawet powstała idea, by był to szpital uzdrowiskowy i sprowadzać tutaj obłożnych pacjentów, którzy byliby rehabilitowani, przy pomocy horynieckiej siarki i borowiny. Niestety PRL padł i zmienił się system, ta jak i wiele innych inwestycji stanęła i straszyła wiele lat, swoim surowym stanem. Gdy nastąpiła reforma edukacji i wprowadzono gimnazja, dyrektor placówki, Ryszard Lewientowicz, stoczył ciężki bój o adoptowanie pierwszego budynku na gimnazjum, udało mu się i pierwsza rudera zmieniła oblicze na ozdobę. Potem, gdy wszędzie budowano w kraju ŚDSy, w Horyńcu władze gminne, przeznaczyły właśnie drugi budynek, na Środowiskowy Dom Samopomocy. W ten sposób, w Horyńcu prysnęły marzenia o większej placówce medycznej…

Bar Kurczak i nieistniejący sad

KurczakZanim powstał pensjonat Hubertus, w dzielnicy uzdrowiskowej Horyńca, przy drodze stał bar, nazywany pieszczotliwie „Kurczakiem”. Było to ulubione miejsce schadzek kuracjuszy, którzy spożywali tam złocisty napój. Zanim bar powstał, teren przy nim, był bardzo rozległym sadem, który kiedyś należał do lasów państwowych. Po sprzedaży działek, sukcesywnie krzewy owocowe i drzewa, zaczęły być wycinane. Rzędami rosły tam czarne porzeczki, trochę malin i czerwonej porzeczki, do tego jabłonie, czerechy, oraz inne drzewa owocowe. Obecnie po sadzie nie ma praktycznie śladu.

Leśniczówka na „Miasteczku”

Bardzo ciekawy budynek, stał na Miasteczku, stosunkowo niedaleko klasztoru horynieckiego, na przeciw posesji państwa Krzychów. Był to niewielki, parterowy domek, cały z kamienia, ale miał mieć bardzo grube mury, ponad metrowe. Okna w nim były rozszerzone wewnątrz, a zwężane na zewnątrz. Miała to być przed wojną leśniczówka, a po wojnie prywatny budynek, gdzie mieszkali ludzie. Niestety, nie przetrwał on do dzisiejszych czasów. Z racji swojej dość dziwnej architektury, został rozebrany.

Horynieckie przystanki

Lata temu, w Horyńcu istniał tuż przy Gliniańcu niezwykły architektoniczny cudak przystankowy, który chyba dla większości dzieci kiedyś był miejscem zabawy… chyba że okupował go jakiś żul, czy grupa. Dziś, już nie istnieje to dzieło sztuki przystankowej. Natomiast rodzą się inne pomysły na przystanki. Między innymi taki jak ten z drugiej fotografii (stan na rok 2009), gdzie całość zamalował swój graficiarz. I to dzieło nie przetrwało, bo inni też postanowili na tym malować, przypalać (niech się pukną w…).

2009 raczy mozee

Wieżyczka z łódką

wieża pałacuPałac Ponińskich, mimo pożaru i modyfikacji za czasów komunizmu, nadal naszpikowany jest wieloma ciekawostkami (na przykład opisany wcześniej marmurowy portal). Dziś, zajmiemy się dość niezwykłym elementem ozdobnym pałacu, chyba najchętniej fotografowanym, czyli wieżyczka.

Wyglądająca jak z bajki wieżyczka, usytuowana jest na froncie pałacu. Ma dwie kondygnacje, jedna połączona z piętrem, druga z poddaszem. Zapewne pokryta jest miedzią, gdyż na taki kolor lubi się ten metal zabarwiać pod wpływem korozji. Daszek stożkowany ma łuskowate ułożenie dachówek, na szpicy ciekawy symbol, to łódka, która jest herbem Ponińskich.

Można odnieść wrażenie, że ta wieżyczka nie pasuje do pałacu, ale nabiera ten element sensu wtedy, gdy zobaczymy projekty całego pałacu, którego nie zdążono dokończyć. Widać na nim więcej takich wieżyczek, które w zamyśle miały sprawiać wrażenie ciekawego starego zamczyska

Jak miał wyglądać Horyniecki pałac po przebudowie?

Wielu pewnie zadaje sobie pytanie, jak miał wyglądać Horyniecki pałac po przebudowie, według projektu Teodora Talowskiego. Wiemy, że stan obecny jest czymś w rodzaju początku przebudowy, w okresie powojennym niedbale ubogacony o piętro od północy.

Odpowiedź na to pytanie można znaleźć w Czasopiśmie Technicznym z 1910 roku. Zamieszczone są tam szkice projektu Talowskiego, dla księcia Aleksandra Ponińskiego. Gdy przyjrzymy się bliżej, zobaczymy, że obecnie brakuje najbardziej widowiskowego elementu, czyli zwieńczenia z wieżyczkami na budynku od południowej strony i ciągu zabudowań od południa.

Szkoda, że projekt nie został ukończony, to co widzimy poniżej, pokazuje, że byłby to jeden z ciekawszych pałaców w kraju. Szczególnie imponująco prezentuje się gmach biblioteki z oknami w dachu.

pałac szkic front

Powyżej front – poniżej tył pałacu z biblioteką

pałac szkic tył

Rondo przy pałacu

Jednym z podstawowych elementów architektonicznych pałaców, było rondo przed frontem. Miało ono swój praktyczny charakter. Mianowicie podjeżdżano niemal pod same wejście pałacu i bez zbędnych manewrów woźnica odjeżdżał. Często takie rondo było obsadzane ozdobną roślinnością, stanowiąc ciekawy widok z okien pałacu.

palac pon

Dom Salzberga na Zdrojowej

Na ulicy Zdrojowej, gdzie osiedliło się trochę Żydów, do dziś przetrwał, po małej przebudowie jeden z nielicznych budynków przedwojennych w Horyńcu. Willa ta należała do Gołdy Salzberg. Franciszek Haliniak tak opisuje tę rodzinę:

Gołda Salzberg miała dwóch synów w podeszłym wieku. Jej mąż mało przebywał w Horyńcu. Prowadził gdzieś jakieś interesy. Mieszkali u zbiegu drogi z łazienek do ulicy Zdrojowej. Około 1937 roku sprzedali dom wraz z parcelą, a kupił to pan Argasiński z Lubaczowa.

willa horyniec

Jak wyglądały domy biednych żydów Horynieckich?

domy zydowskie lubaczówPrzed wojną w Horyńcu mieszkało sporo Żydów, między innymi na ulicy Zdrojowej. To była już norma, że starali się oni wykupywać ziemię w centrum miejscowości, by tworzyć tam swój ośrodek handlowo rzemieślniczy. Ponieważ Żydzi nie potrzebowali dużej ilości miejsca, potrafili wykupywać nawet działki kilkumetrowej szerokości i stawiać domy bokiem do drogi głównej. Taki bardzo gęsty styl zabudowy do dziś widać w Lubaczowie. Po wojnie, za czasów gdy Horyniec przeszedł w ręce UPA, gdy opuszczali te okolice, palili zabudowania. Stąd niemal wszystkie drewniane domy poszły z dymem. Pozostały nieliczne, gdzieś na uboczu. Na zdjęciu poniżej widać taki typowy dom „ala żydowski” (już w ruinie) postawiony bokiem do drogi, na końcu ulicy Zdrojowej. Żydzi mniej zamożni, trudniący się rzemiosłem, typu sprzedaż drobnych towarów, nie mogli sobie pozwolić na duże posesje. Stan ich domostw odzwierciedlał zasobność. Zazwyczaj nie mieli swoich ogródków, bo też nie mieli na nie miejsca, wszystko kupowali albo prowadzili handel wymienny. W najtrudniejszych sytuacjach, społeczność żydowska pomagała najbiedniejszym.

dom zdrojowa