Archiwa kategorii: Zdrojowe sprawy

Jak budowałem Zdrój w Horyńcu – Władysław Wróblewski

Dwa lata temu, ukazał się w Nowinach, dość niezwykły wywiad. Władysław Wróblewski, pierwszy naczelny lekarz uzdrowiska Horyniec, to swoisty bohater, dzięki któremu Horyniec jest miejscowością uzdrowiskową. Zakusy ówczesnych władz i bardzo dziwne pomysły, mogły pozbawić nas borowiny. Pasjonujący artykuł, który czyta się jak powieść sensacyjną. (aby przeczytać, wystarczy kliknąć na poniższy obrazek by się wyświetlił i powiększyć)

wroblewski

Miedziane wanny sanatoryjne

wanna miedzianaDawno temu, uzdrowiska miały dość ciekawe wyposażenia. Takim szczególnym elementem były wanny. Te bardziej luksusowe wyrabiane były z miedzi. Właśnie tego typu wanny, były też w łazienkach horynieckich. Niestety, po likwidacji starych łazienek zniknęły, jak wiele elementów wyposażenia. Szkoda, bo dziś były by to ciekawe eksponaty do naszego muzeum Horynieckiego, którego oczywiście nadal nie mamy, mimo różnych inicjatyw.

Strona internetowa sanatorium Bajka z 2003 roku

Dziesięć lat temu, sanatorium Bajka, świeżo przemodelowane z Metalowca, miało stronę internetową o szacie graficznej takiej jak widać poniżej. Co ciekawe ta stara strona istnieje do dziś: www.sanatorium.bajka.w.interia.pl

Dziś owe sanatorium ma nową stronę, starą ktoś zapomniał zdjąć, dzięki temu mamy niespotykaną możliwość porównania obecnej oferty sanatoryjnej do tej sprzed 10 lat. Okazuje się, że zasadniczo fotografie ze starej strony praktycznie się nie zmieniły i są na nowej stronie. Gdy zobaczymy cennik, to na przykładzie masażu klasycznego, który kosztował w 2003 roku 13 zł a dziś 32 zł – to ceny skoczyły ponad dwukrotnie!

bajka

Pierwszy informator zdrojowy jaki miał Horyniec

okładka1Dla tych, którzy poszukają, znajdą w sieci jeden z dwóch informatorów przedwojennego Horynieckiego uzdrowiska. To 18 stronicowe dzieło sztuki poligraficznej (związanej z Horyńcem), zasługuje na szersze omówienie.

Sama okładka, z nieco pożółkłego już papieru wskazuje na wybitnie artystyczne rozwiązania, gdzie każdy szczegół ma znaczenie. Sama okładka ma napisy i ornamenty w zielonym kolorze, natomiast tekst w hśrodku jest już w odcieniu brązu. Folder nie posiada żadnych zdjęć, jest tylko tekst, który zaczyna się bardzo ciekawym inicjałem, rozpoczynającym słowo Horyniec:

Jeżeli chodzi o informacje zawarte w folderze, to duży nakład położono na historię Horyńca z uwzględnieniem Sobieskiego, oraz opis kąpieli siarczanych. Język jest melodyjny i płynny, czytanie folderu to sama przyjemność, nasycona humorem i prostym językiem tamtych czasów.

Na okładce warto zwrócić szczególną uwagę na dwa aspekty. Pierwszy, to specjalnie wyselekcjonowana czcionka, można powiedzieć, niepowtarzalna, której specjalny charakter widać, gdy patrzymy na literę H. Dziś niewiele zwraca się uwagi na czcionki, tymczasem to właśnie czcionkazdobienie okladka stanowi o niezwykłości tekstu i jego pięknie wizualnym. Drugim takim elementem są unikalne zdobienia. Śmiało można powiedzieć, że ornament stworzony z gałązek i szyszek sosny powinien się stać ornamentem rozpoznawalnym dla naszego uzdrowiska. Jeżeli nie potrafimy wymyślić nic nowego i unikalnego… warto czerpać z dorobku naszych przodków!

Stefan Jarapud – kąpielowy z Horyńca

kulawy stefanStefan Jarapud, nazywany też Krzywym Stefanem, albo Kulawym Stefanem, zapisał się na trwałe w historii Horyńca. Choć niewielu z młodszego pokolenia go kojarzy, to jest to postać ciekawa, nie tylko ze względu na swoją niepełnosprawność, ale też pamięć w umyśle wielu przedwojennych i powojennych kuracjuszy Horynieckich Łazienek.

Stefan Jarapud mieszkał na ulicy Zdrojowej. Przed wojną był „kąpielowym” – czyli zajmował się przygotowywaniem kąpieli siarczanych dla kuracjuszy. Był niepełnosprawny, miał kulę przymocowaną do okolicy kolana, bo poniżej stawu noga była niesprawna. Wojna niestety zniszczyła Zdrój i miejsce pracy. Ale niemal od razu po nastaniu pokoju o dziwo zaczęli do Horyńca powracać kuracjusze w poszukiwaniu zdrowia! Kulawy Stefan wtedy zabrał się za zbieranie różnych elementów łazienek i tworzeniu prowizorycznej zabiegówki. W dawnej dyżurce umieścił wanny. Kąpał też chorych w beczce po kapuście, a kocioł wziął z rozbitej parowej lokomotywy. Borowinę grzał do 41 stopni, a temperaturę, co ciekawe, mierzył jak dla dzieci łokciem. Sam okładał chorych, w całkowicie prowizorycznych warunkach. Mówiono wtedy, że jest to „kąpielisko ludowe”. Potem Zdrojem zajęła się spółdzielnia „Samopomoc Chłopska”.

Ogrodzenie z poprzedniej epoki

Centrum Rehabilitacji Rolników KRUS w Horyńcu Zdroju, jest ośrodkiem o bardzo wysokim standardzie. Gruntownie zmodernizowany i rok po roku rozbudowywany, dziś ma taką formę jaką widzimy w filmiku z wpisu: Jak wygląda CRR KRUS od środka? – Jest tylko jeden element nieadekwatny do tego ośrodka, który jest reklamowany słowem „perła” – to ogrodzenie, które widać na zdjęciu poniżej. Wpływa ono wizualnie na całą dzielnicę uzdrowiskową, przypominając o tych czasach, kiedy stało tam rolnicze sanatorium w kształcie klocka. Przedstawiam to ogrodzenie głównie z tego powodu, że jest… stare, bardzo stare, a przez to historyczne.

ogrodzenie krus

Przedwojenne informatory na temat horynieckich wód

ulotkiPrzed wojną, w latach trzydziestych, w Horyńcu zaczął się prężnie rozwijać Zdrój. Właściciele Horyńca: Karłowscy, zabrali się za promocję uzdrowiska z niebywałym dla współczesnych profesjonalizmem i starannością. Nie tylko zadbano o sprawy transportowe i rozrywkowe oraz noclegowe i oczywiście balneologiczne, ale także promocyjne. Karłowscy jeździli na różne targi, ogłaszali się w różnych miejscach, co razem tworzy do dziś niedościgniony ideał dla naszych władz i sanatoriów. Takim chyba najbardziej wstydliwym aspektem, który wydawałoby się jest oczywisty i powinien od dawna już być opracowany, to jest informator Horynieckiego Zdroju. Nie chodzi tutaj o przewodniki turystyczne, czy ogólne bliżej nieokreślone opracowania historyczne, ale typowy informator opisujący sprawy Zdrojowe i zabiegowe. Przed wojną w ciągu kilku lat wyszły dwa takie informatory. Ten na obrazku obok ma niesamowity prosty i poetyczny język, oraz ogromną ilość informacji na temat Horynieckich wód. W przeciągu kilku lat przed wojną potrafiono postawić Horyniec na nogi, zająć się rzeczami najpotrzebniejszymi i zyskać rozgłos na dużą skalę. My dziś przez pół wieku nie potrafiliśmy stworzyć nawet takiego informatora na temat działania i specyfiki Horynieckich wód siarczanych i borowiny. Czekamy dalej.

ulotki (1)

Tramwaj konny w Horyńcu przed wojną

trmawaj konny w horyńcuGdy czyta się przedwojenne opisy Horynieckiego zdrojowiska, często odnosi się wrażenie, że wiele rzeczy było lepiej zorganizowanych niż teraz. Takim ciekawym przykładem jest coś czego teraz brakuje kuracjuszom, czyli możliwość dojazdu do różnych miejsc „taryfą”. Przed wojną w Horyńcu kursował tak zwany tramwaj konny. Jak widać na zdjęciu, był to specyficzny wagon, na gumowych kołach, który był ciągnięty przez konie. Szczególnie obsługiwał trasę od dworca kolejowego do pensjonatów. Ówcześni właściciele Horyńca – Karłowscy, tworząc „Horynieckie zakłady kąpielowe”, dbali o każdy uzdrowiskowy aspekt. Dzięki tramwajowi konnemu, kuracjusze mogli uczestniczyć w różnych imprezach czy wycieczkach i bez problemu dostać się z bagażami do pociągu. Dziś ani władze, ani sanatoria, nie przyjmują do wiadomości, że Horyniec leczy choroby narządu ruchu i wielu naszych kuracjuszy tylko dlatego nie bierze udziału w wydarzeniach i imprezach, a nawet nie chodzą do kościoła, czy do sklepów, bo nie są w stanie przejść na piechotę takich odległości. Powoduje to, że wielu kuracjuszy się nudzi, bo dzielnica uzdrowiskowa to odludzie i nie wracają.

fot. z książki „Zawierucha nad Sanem”